Powtarzam na okrągło: WikiLeaksa nie należy traktować w kategoriach Czasu apokalipsy,lecz zwykłej, tabloidowej zadymy medialnej, która tak naprawdę potwierdziła jedynie galaretowatość administracji Obamy. Chyba, że za sensację uznamy fakt, iżSarkozy gonił pieska, który gonił króliczka.
Na farcie nic się nie zmieni na dłuższą metę, bo tak już w życiu jest: dyplomaci/politycy/dziennikarze dalej chlapać będą jęzorami po paru drinkach na prawo i lewo, bo co mają innego do roboty w chwilach wolnych od haratania. Nie mogą przecież wciąż robić w kwestiach życia i śmierci.
Australijskiego guru od przecieków Juliana Assange'a trzeba było przystopować zawczasu i na tym polega galaretowatość Obamy, który bał się najwyraźniej, że Sarah Palin... zarzuci mu „zamordyzm”. Faktycznie byłoby zabawne, ale jeszcze zabawniejsze są obecne numery z Interpolem.
Dwie Szwedki przypomniały sobie nagle, że Assange posiadł je wbrew ich ewidentnej woli na sierpniowym sympozjum w Szwecji. W związku z tym Interpol ocknął się nad ranem czasu europejskiego i zaczął go ścigać listem gończym. Zaszczuty Assange pryśnie pewnie w końcu do Phenianu.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)