We łbie się nie mieści - równo 30 lat od śmierci Lennona. Strzały w nowojorskiej Dakocie - usłyszeliśmy cholernego newsa w środku nocy w telawiwskim „Czerwonym Barze” na ulicy Dizengoff. Była taka knajpa - dziennikarze, artychy, zawodzące rosyjskie malarki i rockmeni odreagowujący po koncertach.
Któryś chwycił akustyczną gitarę i ochrypłym głosem, naśladując wczesnego Lennona zaczął śpiewać po pijaku Annę. Ciary po plecach, należę do pokolenia rozpieprzonego po świecie. Retro z Warszawy lat 60. - stoimy pod „papierniczym” na Świętokrzyskiej, chłopaki i dziewczyny z ogólniaka nr XXXVII obok.
Początek roku szkolnego, kupujemy zeszyciki, człowiek ze strzykawą na tusz napełnia długopisy... Pamiętam jak dziś - spadamy na prywat do Leszka, mieszkającego od tyłu w gmachu PASTy (wtenczas ruina - wchodziłeś z klatki przez balkon bez barierki do półokrągłego salonu z widokiem na PKiN.
Pęto suchej kiełbasy na kaloryferze, odbijamy bełty. Magnetofon tonetka i tylko jedno nagranie na szpuli, które puszczamy na okrągło przez parę godzin - Anna Beatelsów do oporu. Tańczymy w grupie, najlepsze dziewczyny z całej szkoły - wciąż ktoś cofa i puszcza na nowo ten sam kawałek urwanej taśmy.
@
http://www.youtube.com/watch?v=_ZvmPZJaMeE&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=DZc27gNf2hI



Komentarze
Pokaż komentarze (34)