Mam kłopot z umiejscowieniem Julka Assange'a gdzieś na skali współczesnych zagrożeń. Nie wywoła III wojny światowej - nie jest też żadnym pozytywnym Wielkim Bratem medialnym, za którego chciałby uchodzić - jeśli już, to raczej szemraną parodią mediów.
Julek nie pasuje do świata plazmy, sushi i „postmodernistycznych” centrów handlowych. Nieśmiertelny Proust zauważył niegdyś, że stróże, kelnerzy itp. bywają czasem bliźniaczo podobni - także pod względem głosu i zachowania - do wybitnych osobistości z mondu.
Chcąc zaszufladkować Julka A. doszukałem się podobieństw z nieżyjącym już polskim reporterem, który podpadł mi swoimi chamskimi relacjami z okresu II intifady palestyńskiej. Mówiono o nim, że wszędzie wywołuje wojny..., pewnie wiecie, o kogo chodzi.
Ze strony Julka, jak się rzekło, żadna makroskala nam nie grozi; mogą mu się jednak udać drobniejsze masakry, np. wojna domowa w Libanie, przekładająca się na zawirowanie zbrojne z „reżimem syjonistycznym”, a co za tym idzie - niezłą eskalację regionalną.
Wg WikiLeaksa libański min. obrony Elias Murr w 2008 r. przekazał dyplomatom USA namiary na bazy Hezbollahu, aby zachęcić Izraelczyków do ewentualnego ataku. Nakazał też ówczesnemu szefowi sztabu Sulejmanowi, żeby wojsko libańskie siedziało cicho.
Sulejman jest teraz prezydentem, a wyciek zaostrza jeszcze bardziej sytuację w tym kraju. Trybunał ONZ obwini niedługo Hezbollah o zamordowanie w 2005 roku premiera Rafika al-Hariri. Hezbollah grozi zamachem stanu - będzie miał dodatkowy pretekst.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)