Wschodni basenik Morza Śródziemnego może się znów zakotłować w związku z odkryciem przez Izraelczyków gigantycznych złóż gazu spoczywających z kilometr pod dnem. Turecki Erdogan grozi już nawet wysłaniem „okrętów wojennych” na te dziewicze akweny.
Nie jest to żaden wyciek z WikiLeaksa, lecz nieoficjalny przekaz (być może z lekka podkręcony) - z kręgów rządowych w Nikozji. W związku z gazonośnym dnem Izrael i Cypr zwarły w piątek formalne porozumienie określające dokładnie strefy wód terytorialnych.
Ankara, bogata w doświadczenia humanitarne nabyte na tych wodach w maju br. z islamską „flotyllą miłości” - upomina się tym razem o prawa dla Tureckiej Republiki Cypru Północnego*. Inaczej mówiąc, Erdogan też chciałby podłączyć się do gazu pod dnem.
Powiadomił już Izrael i Cypr, że Ankara potępia porozumienie w sprawie stref podmorskich, ignorujące prawa (człowieka) Turków z północy wyspy. Sprawa może okazać się mniej śmieszna niż się wydaje, bo chodzi naprawdę o wielkie inwestycje i grubą kasę.
Tak dalece, że Erdogan, być może z głupoty, gotów jest wywlec na światło dzienne 36-letnią okupację płn. Cypru.
@
*Samozwańczy twór, nieuznawany przez nikogo poza matuszką Turcją, utworzony po inwazji zbrojnej na Cypr w 1974 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)