Najbardziej wiarygodne - jak zwykle w przełomowych momentach - są podsumowania 2010 prod. naturszczyków i lewaków. Wynika z nich jednoznacznie, że świat - rządzony przez nienawiść, chciwość i zawiść - dalej będzie tonął w smutku i cierpieniu z tego powodu.
Lewactwo światowe nie daje się zwieść na manowce III światówki czy inszych nostradamusów. Pochyla się jeno nisko nad konfliktami regionalnymi, na których zna się gruntownie z racji doświadczeń osobistych. Doświadczenia te pogłębione są wiedzą praktyczną.
Nie chodzi o mało komfortowe areny III Świata (dragi, tse-tse, maczety, Sandinistos), lecz równie egzotyczny - acz dużo bardziej oswojony - Bliski Wschód. Nocny lot* z Orly, Chopina lub Fiumicino, taxi z klimą i eksplorujesz oko cyklonu krwawego konfliktu regionalnego.
Mówiłem już parę lat temu**, że konflikt izraelsko-palestyński, inaczej niż inne, jest łatwo przenikalny dla mediów, a teraz dodam - także dla lewactwa. Wystarczy strzelić cappuccino w Tel Awiwie, pogrzać gnaty w słońcu i bluznąć na Izrael epitetem rodem z SHOAH.
@
* Saint-Exupéry wybaczy.
** „Właśnie Izrael”.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)