Niniejszym deklaruję, by uniknąć podejrzeń: Niemcy są obiektem mego nieustannego, głębokiego uwielbienia. W dodatku jestem z pokolenia Sixties, które uwielbiało rozbijać się "garbusami" z klapą w dachu - czyli autkami wymyślonymi jeszcze na rozkaz führera.
Oferuję skrzynkę „Jasia Wędrowniczka” (sprawa pokoleniowa) za znalezienie u mnie, że nie nazywam po imieniu Niemców, jako sprawców Holokaustu. Drugi transporterek za wykrycie u mnie choć jednego - gdziekolwiek, kiedykolwiek - grepsa "polskie obozy”.
Natomiast zgoła innym problemem jest, dlaczego Holokaust w Europie w ogóle był możliwy. Do tej debaty wielu z Was nie jest przygotowanych, dopóki rozliczanie chrześcijaństwa z odwiecznego antyjudaizmu bierzecie na własne piersi, jako atak na Polskość.
Jedno nie ma nic wspólnego z drugim, co podkreślam z całą mocą danego mi z racji przodków-kabalistów autorytetu. Zaś - w sensie czysto lirycznym... - dowodem braku dojrzałości jest podłączanie obu tych „elementów” do nurtu dyskursów politycznych w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (118)