Izrael przygotowuje się do ewakuacji 1500 Żydów z Tunezji (z wyspy Dżerba i z Tunisu) - choć na razie „jaśminowa rewolucja” wypada blado... Od paru tygodni lewicowy Le Monde drukował wycieki z Wikileaksa o korupcji prezydenta Ben Ali i jego żony Laili Trabelsi.
Ben Ali zdołał rozwalić w minionych latach całkowicie struktury islamskiej i lewackiej opozycji, ale przyczynił się do powstania silnej klasy średniej (wyjątek w świecie arabskim). Nie przewidział, że demonstranci będą zwoływać się przez Facebooka i Twittera...
Ponoć rewolucje nie wybuchają, gdy jest najgorzej, lecz gdy poprawia się zbyt wolno*... Tak było też w 1987., gdy Ben Ali z 5 lekarzami wzięli w kocioł Burgibę, stwierdzając, że jest senilny i nie może więcej rządzić. To była jedyna w historii „rewolucja lekarska”.
„Jaśminowa” jest jakby gwałtowniejsza w pewnym sensie - chwilami nawet przypomina „rumuńską”... - jednak Ben Ali z żoną i dolcami prysnęli do Libii. W Tunisie na bulwarze Burgiby między demobilowymi czołgami łopoczą czerwone płachty z Che Guevarą.
Wbrew pozorom, to nie jest wcale najgorsze, bo w innych krajach arabskich problemem nie jest czerwień, lecz zieleń islamska. Groźny jest natomiast ewenement ze zwycięstwem ulicy, której Ben Ali nie załatwił elegancko, jak np. reżim irański w zeszłym roku.
Integryści w świecie arabskim mogą to uznać za zachętę, zaś w Tunezji... może objawić się nagle przywleczony z UE sojusz islamsko-lewacki. Emigracyjny lider tunezyjskich islamistów, Raszid Ranuszi, wybiera się za tydzień w drogę powrotną z Londynu do Tunisu.
@
* Alexis de Tocqueville


Komentarze
Pokaż komentarze (14)