Z OSTATNIEJ CHWILI: Nasilają się coraz bardziej starcia między zwolennikami i przeciwnikami Mubaraka na placu Al-Tahrir w Kairze i w innych miastach. Wiele osób odniosło ciężkie obrażenia. Wygląda na to, że wojsko zachęca zwolenników prezydenta, których akcja ma wyraźnie charakter zorganizowany.
@
Kukła Hosni Mubaraka na szubienicy dyndająca wczoraj na zatłoczonym placu Al-Tahrir miała na brzuchu gwiazdę Dawida. Nie tyle pod presją tłumów, co prezydenta Obamy... - Mubarak zmuszony był zadeklarować, że odejdzie ze stanowiska, ale „umrze w Egipcie” (czyli wykluczył emigrację).
Mubarak ma za sobą poparcie zdesperowanego, walczącego o wpływy i życie (!) establishmentu liczącego 3-4 miliony uzbrojonych facetów. Żadne demonstracje nie zmusiłyby Mubaraka do rezygnacji; wycofał się tylko dlatego, że został porzucony i publicznie starty w proch przez Obamę.
O tym, jakie wnioski wyciągną z tego inni sojusznicy USA na BW - Saudowie, Jordania i Maroko - przekonany się zapewne niedługo. Na razie w Tunezji - w nadmorskiej oazie Gabes - spalono wczoraj synagogę ze zwojami Tory, co wskazuje, że w tym „oswojonym” kraju też roi się od islamistów.
Trudno przewidzieć, czy zapowiedziane na jesień odejście Mubaraka położy kres „rewolucji”, która przypuszczalnie nie była spontanicznym wybuchem, lecz została przygotowana przez USA. Brzmi jak teoria spiskowa, ale główny problem jest inny: czy i kiedy sytuacja wyrwie się spod kontroli?
Najbliższym sprawdzianem będą piątkowe modły w meczetach, po których znowu ma dojść do masowych demonstracji. Jeśli scenariusz o udziale USA jest słuszny - w nadchodzących tygodniach ujawnią się prawdziwi przywódcy opozycji nad Nilem. ElBaradei to tylko kukła mająca uspokoić frajerów.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)