Pogłębiający się od parunastu lat kryzys klasy średniej w 1-szym świecie jest tak naprawdę symptomem coraz wyraźniejszego załamywania się cywilizacji zachodniej. Niespodziewanie w br. kryzys ten, którego przedtem starano się nie dostrzegać, eksplodował protestami młodych ludzi na placach Madrytu i Barcelony.
Z oceanu słów, haseł i „klimatów” nawiązujących mniej lub bardziej świadomie do mitycznych, zrewoltowanych lat 60. - wyłania się makabryczny w swojej wymowie fakt... Ludzie z klasy średniej mają coraz mniejsze szanse na to, by móc żyć na względnie normalnym poziomie - nie zajmując się robieniem biznesu, kaski i laski.
Będąc zwykłym sobie nauczycielem, inżynierem, lekarzem czy dziennikarzem - po prostu nie da rady, nawet wypruwając z siebie flaki na maksa, mieszkać w normalnym miejscu z kompami, kotami i netem, jeździć normalnym wozem, wychowywać dzieci, psy i papugi - wyskakiwać na piwo i ew. jakieś fajne wakacje.
Takich ludzi w zachodnim świecie jest dużo więcej niż znajduje to odbicie w spauperyzowanych przekazach medialnych, a ich problemy gęstnieją w tzw. zjawisko socjoekonomiczne, czyli - mówiąc po prostu i zwyczajnie - w obłęd cywilizacyjny. Od tygodnia protesty przeciw tym bezsensom ogarneły też Izrael.
W samym sercu Tel Awiwu, na najbardziej „klimatycznym” bulwarze Rotszylda - pod starymi drzewami - wykwitło pełno srebrzystych namiocikow podobnych do igloo... Tłumy koczujących tam młodych ludzi protestują przeciwko drożyźnie mieszkań i wysokim czynszom - zwołują się przez fejsa - bachory, kundle, gitary, trawka etc.
Atmosfera happeningu, ale takich protestów w tym kraju jeszcze nigdy nie było. Zaglądam tym ludziom w twarze, które są inteligentne, więc jest przyjemnie, mimo potwornego upału. Najgorsze miesiące lipiec-sierpień, wilgotnośść 80%. Rano większość z nich pruje do roboty lub na studia - typowa średnia klasa - wieczorami wracają pod namioty.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)