Siły syryjskiego reżimu zabiły dziś od rana ponad 120 ludzi w mieście Hama. Czołgi wjechały tam z czterech stron, siejąc śmierć i zniszczenie, jak to się pięknie mówi. Podobnie można określić działania snajperów, którzy strzelali do demonstrantów z dachów budynków, uniemożliwiając jednocześnie ewakuację rannych do szpitali.
Baszar Asad jest godnym spadkobiercą swojego tatusia, który w 1982 roku też wysłał czołgi do Hamy. Wówczas zginęło 20-30 tysięcy ludzi - nie tylko zresztą od strzałów, lecz także rozjechanych gąsienicami. Zdaje się, że Asad Jr. chce za wszelką cenę zdławić rebelię przed zaczynającym się właśnie Ramadanem.
Opozycja zapowiada, że „każdy dzień Ramadanu będzie jak islamski piątek” (od początku fali protestów tłumy po piątkowych modłach w meczetach ścierają się z siłami rządowymi). Można zaryzykować twierdzenie, że przyszłość reżimu Asada zależeć będzie od tego, czy uda mu się jakoś przetrwać najbliższy miesiąc.
Istnieje niebezpieczeństwo, że Asad w celu rozładowania „napięć wewnętrznych” może zaryzykować eskalację z Izraelem. Mógłby wykorzystać w tym celu libański Hezbollah lub palestyński Hamas, jeśli uzyska cichą zgodę Teheranu, będącego patronem obu tych band. Iran nie chce stracić Syrii, więc może szepnąć „tak”...
Tymczasem w Izraelu nikt nie ma chwilowo głowy do Arabów - wszędzie w miastach (od dziś nawet w Ejlacie) wyrosły... „miasteczka namiotów” w proteście przeciw drożyźnie. Koczująca tam „średnia klasa” chce zmusić rząd Netanjahu do obniżenia podatków i kosztów utrzymania, a także - poskromienia „kartelizacji”.
Ludzie premiera podejrzewają, że cała ta akcja protestów z widocznymi tu i ówdzie czerwonymi koszulkami i portretami Che Guevary - to... lewicowy spisek mający na celu obalenie rządu. Jeden z portali (NIL) pisze, że w Jerozolimie też może znaleźć się ktoś, kto będzie chciał odwrócić uwagę od „problemów wewnętrznych”.
@
Przedwczoraj w nocy huknęło coś na 10. piętrze wieżowca w południowobejruckim bastionie Hezbollahu - Dahji. Wg Hezbollahu wybuchła butla gazowa i nie był to zamach na mieszkającego tam Samira Kuntara, o którym pisałem 3 lata temu w tekście pt. „Cukierki Saladyna”. Dziś jednak pojawiły się przecieki z libańskiej armii rządowej że Kuntar doznał obrażeń.
@
http://prawdalezynawierzchu.salon24.pl/81696,cukierki-saladyna



Komentarze
Pokaż komentarze (13)