Hosni Mubarak opuścił dziś szpital w Szarm al-Szejk (w kształcie szklanej piramidy) i wylądował w stalowej klatce w kairskiej akademii policyjnej, gdzie ruszył jego proces. Wszystko to ma odwrócić uwagę od zapaści ekonomicznej, z którą 25 generałów rządzących 83-milionowym Egiptem nie jest sobie w stanie poradzić.
Egipcjanie nie są oczywiście tacy głupi, żeby dać się wziąć na te numery, ale mają do Mubaraka i jego obu synów (też w klatce na ławie oskarżonych) - pretensje za wieloletnią korupcję. Chodzi więc o typowy „proces pokazowy”, który obserwowany będzie uważnie w całym świecie arabskim, dzięki bezpośrednim transmisjom tv.
Nie przypadkiem termin rozpoczęcia procesu zbiegł się z początkiem islamskiego Ramadanu, kiedy wzrasta gwałtownie zapotrzebowanie na rozrywkę i arabskie media elektroniczne pełne są tego rodzaju programów... Z całą pewnością proces „Mubaraka & Synów” będzie najlepszym spektaklem w najbliższych tygodniach.
Tego rodzaju los zgotowany głowie państwa jest w świecie arabskim wydarzeniem bezprecedensowym - za procesem irackiego Saddama stali Amerykanie; nad Nilem copyright należy chyba wyłącznie do lokalsów. Z największym chyba strachem śledzić będą obrazki z Kairu przywódcy Syrii i Libii - Baszar Asad i Kadafi.
Łatwo się domyślić, co oznaczać to będzie dla ich krajów.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)