Pod względem lotniskowców „Kraj Rad” zawsze podążał w dalekim ogonie za Jankesami. Stalin wolał rozrywki przyziemne, Chruszczowa odrzucało od większych balii, jako wrażej spuścizny kulturowej po carach, Breżniew natomiast chciał dobrze, ale nie dał rady. Tak więc pierwszy „pełnokrwisty” lotniskowiec sowiecki zwodowano dopiero w latach 80.
Ten krótki rys historyczny tłumaczy, dlaczego Rosja pod koniec lat 90. bez większych oporów odsprzedała Chińczykom nie ukończony lotniskowiec „Wariag” - rdzewiejący w stoczni w Mikołajewie na Ukrainie. Chińczycy, jak to oni, ostro zakasali rękawki i parę dni temu przebudowana 300-metrowa krypa wypłyneła w swój pierwszy dziewiczy rejsik.
Pierwszy chiński lotniskowiec przemianowany został na „Shi Lang” - na cześć admirała z czasów dynastii Ming-Qing, który podbił Tajwan. Godzi się zaznaczyć, że poprzednia nazwa „Wariag” też była symboliczna - tak nazywał się carski krążownik, podobny do „Aurory”, ale mający o jeden komin więcej - zatopiony przez Japończyków w 1904 r.
Dziewiczy rejsik 施琅 śledzony jest pilnie przez USA ze względu na Tajwan. Niepokoi też Japonię, Koreę Południową, Wietnam i Filipiny, którym Pekin rad by uszczknąć nieco egzotycznych wysepek i gazo/roponośnych rejonów podmorskich. Odkupując okręt od Rosjan, Chińczycy zapewniali, że chcą przerobić go na pływający hotel z kasynem.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)