Warszawa najwyraźniej - w okresie prezydencji UE - nie zamierza zajmować się ochroną jakichś europejskich (polsko-żydowskich) wartości kulturowych „buldożerowanych” na Ukrainie. Tego rodzaju akcja zaproponowana przez Izraelczyka, konsula honorowego RP w Tel Awiwie - pozostała bez echa.
W świetle skutecznej „polityki wschodniej” RP nie powinno to nikogo dziwić, natomiast palcem w bucie mogłyby ruszyć przynajmniej niektóre media. Ileż to bredni „w obronie polskiej kultury” rozlegało się np. w GW, gdy Izraelczycy chyłkiem zdarli gnijące tapety z malunkami Bruno Schulza w Drohobyczu.
Nie mam teraz czasu - Turczyna, i „Palestynę”... w ONZ mam na karku - ale akcja honorowego konsula RP w Izraelu podsunęła mi pewien pomysł, który może chyba okazać się pożyteczny dla obu Starannie Wybranych Narodów. Polska nie ma żadnego przebicia na Ukrainie i na Litwie - to raczej jasne.
Izrael + Żydzi USA mają bodaj ciut większe, choć w przypadku nieugiętych Litwinów - jak już wczoraj pisałem - nie jest to wcale takieoczywiste... Jedno nie ulega wątpliwości: Polska i Izrael razem mogłyby dużo więcej zdziałać, żeby uchronić zabytki wspólnej kultury np. we Lwowie - niż każde z osobna.
Warszawie zaś zwiększona nieco siła przebicia przydałaby się też w jakimś Wilnusie - czy jak mu tam.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)