Obama kazał wreszcie przymknąć się tureckiemu Erdoganowi, który ostatnio groził komicznie, że „statki z pomocą dla Gazy konwojowane będą przez turecką marynarkę wojenną”. Każdy Azjata Mniejszy wie, że Ankara nie ma odpowiedniego parasola powietrznego, a jej pancerniki poszłyby na dno.
R.T. Erdogan majaczy też o kontrolowaniu podmorskich złóz gazu/ropy, do których ostro przymierza się Izrael na spółkę z Cyprem i Grecją (szczególnie spragnioną gotówki). Inaczej mówiąc, Turcja skonfliktowałaby się frontalnie z NATO i UE, mając już i tak na steranej główce - Iran, Syrię oraz Kurdów.
Izrael wyjątkowo flegmatycznie reagował dotąd na te bajery, zapowiadając jedynie, że nie odblokuje Strefy Gazy. Dopiero wczoraj rozległy się po raz pierwszy głośniejsze pomruki Awigdora Liebermana (powściąganego przez Netanjahu) - nt. „Holokaustu Ormian” i wspierania dzielnych Kurdów.
Antyizraelska fanfaronada Erdogana świadczy oczywiście o bezsilności, ale nie tylko... Ma też na celu wyważenie faktu, ze Ankara zgodziła się na rozmieszczenie u siebie radarowej tarczy antyrakietowej NATO. Krok ten faktycznie wymierzony jest w Iran i w Syrię, a przysłuży się też Izraelowi.
Tymczasem jednak dosyć nieoczekiwanie (...) antyizraelska retoryka Erdogana przyczyniła się do zaognienia nastrojów nad Nilem. Doszło do tego, że pod naporem tłumów (z młotami i łomami) trzeba było w nocy ewakuować pracowników ambasady Izraela w Kairze. Obama ocknął się zbyt późno.
X
http://stooq.pl/n/?f=509683



Komentarze
Pokaż komentarze (25)