Szimon Peres wrócił z Jałty, gdzie spędził parę nocek w „daczy nr 7” stojącej w malowniczym park na miejscu zburzonego w czasie II wojny sanatorium NKWD. Namawiał Janukowicza, żeby nie głosował za Palestyńczykami w ONZ, ale ten - zgodnie z przewidywaniami - „postąpi tak samo jak Europa”.
Dużo ciekawsza jest „dacza nr 7”, gdzie zatrzymywali się dawniej wszyscy przybywający do Jałty bonzowie komunistyczni z socbloku. Była to też ulubiona kwatera spędzających tam zasłużone urlopy sowieckich oficjeli wyższego szczebla. Najlepszy numer zdarzył się w 1963. z Breżniewem.
Chruszczow kazał go wywalić, żeby zrobić miejsce dla ostatniego króla Afganistanu - Mohammeda Zahira Szacha. Tow. Breżniew dostał szału i zaczął wrzeszczeć, że traktują go jak zwykłego gnojka z powodu jakiegoś „azjatyckiego carka”. Rok później wykopał Nikitę w przewrocie pałacowym.
Jałta i tym razem okazała się rozrywkowa, choć na poziomie tureckiej telenoweli. Przed wystąpieniem Szimona Peresa turecki min. ds. kontaktów z Europą, Egemen Bagis, opuścił manifestacyjnie salę, gdzie odbywała się konferencja pod hasłem: „Ukraina i świat, wspólne wyzwania i przyszłość”.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)