Erdogan idzie w zaparte, udając, że Turcja jest liczącym się graczem na scenie światowej. Najpierw zadarła z Izraelczykami, którzy niezbyt się tym przejmują, co Erdogana przyprawia o ataki korzonków. Zaczynam się o niego ciut obawiać, mając na względzie to, co spotkało np. oszołoma z Caracas.
Dziś Ankara zagroziła Europie, że zamrozi z nią stosunki, jeśli Cypr w połowie 2012. obejmie prezydencję UE. Brzmi to jak kabaret, podobnie jak wcześniej pogróżki o wysłaniu „okrętów wojennych” w kierunku Izraela. Przewiduję niestety, że zostałyby one zmuszone do ostrej zmiany kursu na pionowy.
Erdogan to przykład „szaleństwa władzy” - czyli irracjonalnego działania na własną niekorzyść, jak sformułowała to wdzięcznie mądra pani Tuchmanowa. Zawzięty Turczyn uparł się najwyraźniej, żeby z własnej nieprzymuszonej woli wyciągać na światło dzienne mega wstydliwą dla Turcji kwestię cypryjską.
Naprasza się wręcz, żeby zmusić swój kraj do publicznego pokajania się za ludobójstwo Ormian dokonane w latach 1915-17. Zastanawiam się, czy i w jakim stopniu w dalszej konsekwencji utoruje to drogę do międzynarodowego potępienia Turcji za wynaradawianie Kurdów i krwawe jatki w Kurdystanie.
15 milionów Kurdów w Turcji nie jest uznawanych za mniejszość narodową, lecz za „Turków górskich” - czyli coś w guście osmańskiego janczarstwa.
@
http://www.youtube.com/watch?v=VpQqM8uqpQI&feature=player_embedded



Komentarze
Pokaż komentarze (15)