Dzięki Palestyńczykom zachęconym przez lewackich matołów izraelskich - świat jakby zapomniał na chwilę o innych problemach. Kogo np. obchodzi wirtualna de facto Grecja czy słoneczna Italia robiąca już tylko za atrakcję turystyczną. Zwyżkują natomiast gwałtownie akcje Nigerii oraz Gabonu.
Od nich zależy, czy w Radzie Bezpieczeństwa znajdzie się 9 państw, które sprzeciwiłyby się palestyńskiemu wnioskowi o uznanie niepodlegości. Jeśli „dziewiątki” nie będzie Amerykanie i tak sprawę zawetują, choć bardzo tego nie chcą, żeby nie psuć sobie stosunków z wrażliwymi szejkami saudyjskimi.
Scenariusz jest następujący: Abbas - przyparty do muru przez znany z wirtuozerii duet Obama-Aschton - w ostatniej chwili da nogę z ONZ, albo... i tak nic z tego nie wyjdzie. Izraelczycy namówili już chyba prezydentów Nigerii i Gabonu - Goodlucka Jonathana i Ali Bongo, żeby wstrzymali się od głosu.
Tak więc nie wiadomo już tylko, jak zagłosują ew. Bośnia i Portugalia - ale w tym wypadku chyba nawet Aschton da radę; Bośnia chce do UE, a Portugalia wyparuje jak Grecja bez unijnej pomocy. Abbas ma najwyżej... zero szans w Radzie Bezp., i będzie musiał zwrócić się do Zgromadzenia Ogólnego.
Tam wszystkie czołowe potęgi 3 Świata w liczbie stu kilkudziesięciu iluś jak jeden mąż udzielą poparcia Palestyńczykom. Problem tylko w tym, że w przypadku braku akceptacji Rady Bezpieczeństwa wniosek Mahmuda Abbasa przekazany zostanie na komisję, a więc ad calendas graecas.
@
Z napięciem śledzę komentarze nt. Palestyńczyków nad Wisłą. Dziś moja serdeczna uwaga skupiła się na p. Haszczyńskim z Rzepy, zalecającym rządowi „niejednoznaczność”. Oto argument: „...postrzeganie naszego kraju i Polaków jest teraz w Izraelu gorsze niż postrzeganie Niemiec i Niemców”. Haszczyński wyraźnie bierze w lewo; wczoraj u Grzegorza Dobieckiego w Polsat News ujawnił mimochodem, że pojechał kiedys do Afganu z cytatem z Engelsa pod pachą.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)