Na miejscu T.R. Erdogana zaniepokoiłbym się milczeniem Jerozolimy, która ignoruje jego brutalne ataki słowne pod swoim adresem. Znając skłonnych z natury do pobłażliwości, milczacych rodaków z Syjonu - nie dopatrywałbym się w tej ciszy lirycznych sentymentów ani nazbyt głębokiego respektu.
Wczoraj Erdogan w sieci CNN znów bredził o tureckiej marynarce wojennej, która „konwojowć będzie statki z pomocą dla Gazy” - oskarżył też Izrael o zamordowanie „setek tysięcy Palestyńczyków”. Krótko przedtem powstańcy kurdyjscy znowu zabili w zasadzce kilku kolejnych policjantów tureckich.
Batalia między Izraelem i Turcją, wbrew pozorom, sięga dużo dalej niż wynikałoby to z histerycznej retoryki Erdogana. Od dawna już nie chodzi tylko o narodowowyzwoleńczą walkę Kurdów lecz także o Azerbejdżan, z którym zakres izraelskiej wymiany handlowej w 2010. wyniósł 2 mld dolczyków.
Ta republika - odbijająca się w oczach Allilah z niegdysiejszej piosenki Niemena - graniczy bodaj... z Turcją i z Iranem, a od postsowieckiego dna odbija się głównie przy pomocy ropy sprzedawnej też Izraelowi. Nie sądze, żeby Izraelczycy rozbudowywali tam infrastrukturę hodowli jedwabników.
@
Wg mnie osławione wymachiwanie papierkiem przez Abbasa w ONZ nawiązuje do dwóch podobnych wydarzeń z przeszłości: Chamberlain ze swoim świstkiem po powrocie z Monachium w 1938. („Przywiozłem wam pokój”) i delegat Izraela w ONZ, Chaim Herzog, przedzierający w 1975. rezolucję określająca syjonizm jako „odmianę rasizmu”.
@
http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:MunichAgreement_.jpg&filetimestamp=20080525001800
x
http://www.youtube.com/watch?v=wqCAg2tkUyw



Komentarze
Pokaż komentarze (8)