Moskwa odkryła nagle, że jedną z głównych konsekwencji „arabskiej wiosny” będzie wzrost wpływów islamistów, dla których Rosjanie są takim samym wcieleniem zła, jak Jankesi. Dlatego Rosja zaczyna na BW wyrównywać krok z Amerykanami, odchodząc od linii ustalonej jeszcze przez... Lońkę B.
Nowe podejście Rosji zaznacza się właśnie wyraźnie w odniesieniu do Syrii, o czym wspomniałem wczoraj. Moskwa, podobnie jak Waszyngton - chce zablokować aspiracje Turcji i Iranu zmierzające do wzmocnia pozycji na Bliskim Wschodzie, gdzie osłabieniu uległy tradycyjne reżimy arabskie.
Najbardziej dobitnym gestem pod adresem USA jest jednak ostateczne anulowanie dostaw rosyjskich systemów antyrakiet S-300 do Iranu. „Dabju” Bush starał się o to bezskutecznie od 2007 roku, a Barackowi Obamie - który przecież do szczególnych zakapiorów nie należy - teraz nagle się udało.
Moskwa zwróciła już reżimowi ajatollahów 167 mln USD wpłacone wcześniej tytułem zaliczki za S-300, które uniemożliwiłyby (np. Izraelowi) zniszczenie irańskich instalacji „A” przy użyciu środków konwencjonalnych. Nie wiem, jak Obama odpłaci się Putinowi, ale chyba zaniecha dyslokacji rakiet w UE.
Wg mnie początek nowej wspaniałej przyjaźni USA-Rosja jest wydarzeniem pozytywnym w sytuacji, gdy Europa zajęta jest głównie ratowaniem eurasków, Greków i wielorybów, separacją Afryki, chińszczyną i wspieraniem Palestyńczyków.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)