Netanjahu zgodził się nie wiedzieć czemu wypuścić - w zamian za Gilada Szalita - ponad 1000 Palestyńczyków, w tym 280 misiaczków skazanych na dożywocie za morderstwa*. W połowie lat 90. w swojej książce pt. „Miejsce pod słoncem” Netanjahu przestrzegał: żadnych ustępstw wobec terrorystów.
Najstarsi Beduini głowią się więc, po jaką cholerę ten numer, który Netaniahu tłumaczy gęsto wstrząsami związanymi z „arabską wiosną”. Krótko mówiąc: w listopadowych wyborach do władzy nad Nilem dorwać się może „Bractwo Muzułmańskie”, co wykluczy dalszą mediację egipską w sprawie G. Szalita.
Jest też oczywiście wdzięczna teoria, zgodnie z którą Izraelczycy postanowili dokopać świeckiej ekipie Mahmuda Abbasa za forsowanie państwowości w ONZ. Nie ulega wątpliwości, że wymuszenie na Izraelu zwolnienia 1000 zbirów znacznie wzmocni pozycje Hamasu w rywalizacji z ekipą w Ramallah.
Biorąc pod uwagę, że emigracyjna czołówka Hamasu przenosi się właśnie po cichu z Damaszku do Kairu - byłaby to prawda ciut ułomna... Niektórzy Beduini oceniają, że przejęcie władzy przez islamistów w Egipcie odbędzie się w pełnej koordynacji z USA i przyniesie też np. zbliżenie Izrael-Hamas.
Izraelczykom udałoby się w ten sposób zneutralizować Hamas - będący wraz z libańskim Hezbollahem przybudówką Iranu. Przy okazji zaostrzyłaby się kotłowanina między Hamasem i Fatahem, co byłoby przestrogą dla Abbasa za jego bunga-bunga z ONZ. Ale kto by tam wierzył mitycznym Beduinom.
@
* Zamordowali łącznie 600 Izraelczyków.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)