Popularne ostatnimi czasy zamachy na irańskich atomistów to nic szczególnie nowego. Bruksela, marzec 1990 - deszczowy wieczór - na VII piętrze apartamentowca facet z „bondówą” kieruje się do windy. Pięć kul pistoletowych wystrzelonych bezgłośnie z krótkiej odległości trafia go w tył głowy.
Trup na miejscu - ofiarą okazuje się kanadyjski inżynier od balistyki dr Gerald Bull, którego życiowym celem było zbudowanie super-działa, mogącego wstrzelić satelitę na orbitę. Na podobny pomysł sto parędziesiąc lat wcześniej wpadł Julius Verne, który takim pociskiem wysłał ludzi na księżyc...
Zabójstwo nie miało tła rabunkowego - w portfelu denata znaleziono 12 tys. USD. Śledztwo niemal od razu umorzono. Parę tygodni później w portach angielskich, greckich i tureckich zaczęto przechwytywać gigantyczne fragmenty rury mające ponoć służyć do budowy naftociągu w Iraku.
Były to segmenty super-armaty - z lufą długości ponad 40 metrów i zasięgiem 1500 km - którą dr Bull budował dla Saddama Husajna (Projekt Babilon). Kalubryna umożliwiłaby ostrzał Izraela - Gerald Bull nie chciał nawet chodzić w kamizelce kulooodpornej - „Buduję taką armatę, a miałbym się bać”...
Bull ulepszył też irackie Scudy*. Cztery miesiące po jego śmierci Irakijczycy zajęli Kuwejt - przebieg „Pustynnej burzy” mógłby być inny, gdyby Saddam miał broń mogącą razić na dystans 1500 km pociskami np. z środkami chemicznymi. Pytanie, kto zabił Bulla pozostaje wciąż bez odpowiedzi**.
@
*39 ulepszonych przez Bulla Scudów spadło na Tel Awiw i okolice w czasie operacji „Pustynna burza” - nie chce mi się teraz o tym gadać. To było średnio przyjemne.
**„Panorama”(BBC) i „60 minut” (CBS) ustaliły, że Bulla sprzątnęli Izraelczycy; tak samo twierdzili jego syn Michael Bull i współpracownik w „Projekcie Babilon” Ch. Qaully.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)