Jeśli nie będzie "pit" te same tłumy, które teraz wiwatują na jego cześć na placu Tahrir, rzucą mu się do gardła w nadchodzących miesiącach. Dlatego raczej nie należy spodziewać się gwałtownych zmian w najbliższej przyszłości w Egipcie, co nie oznacza jednak, że nie nastąpią tam procesy islamizacji rozłożone w czasie. Egipskie Bractwo Muzułmanskie skopiuje zapewne w tym celu model turecki.
Oznaczać to będzie dążenie do stopniowego zredukowania roli armii, co jednak w Egipcie - inaczej niż w Turcji - może mieć przebieg mniej komfortowy. W Turcji islamiści zaklinowali bowiem wojsko w koszarach, uzasadniając to m.in. staraniami o przyjęcie do Unii Europejskiej. Kiedy i tak nic z tego nie wyszło (...) wykorzystali to, aby umocnić swoją władzę, a w wojsku zdążyli już wymienić generałów.
Egipscy generałowie, reprezentujący sześciomilionowy sektor beneficjantów dawnej władzy, nie powtórzą błędów swoich odpowiedników z Turcji - odpada też raczej argument z akcesem do UE:)... Dlatego nie zezwolą islamistom na nadmierne rozwinięcie skrzydeł, co zapewne było warunkiem zgody na przyznanie prezydentury Mohamedowi Mursiemu - pod opiekuńczym i mocno zatroskanym okiem Obamy.
Głównym przedmiotem obaw tego wybitnego polityka nie jest jakaś pełzająca islamizacja największego państwa arabskiego etc., lecz chęć zachowania za wszelka cenę spokoju do wyborów prezydenckich w Stanach - 6 listopada. Póki co, islamiści nad Nilem dostaną więc pszenicę na "pity", w zamian za co np. nie zerwą układu Camp-David z Izraelem. A potem się zobaczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)