Znudzony olimpiadą zaliczyłem parę indiańskich tzw. easternów nakręconych w latach 60.-70. przez enerdowską wytwórnię DEFA. Główną rolę szlachetnego wodza gra tam serbski kaskader Gojko Miticz - sekundują mu natomiast dzielnie Leon Niemczyk (seryjny bandzior), Barbara Brylska i „Zbyszko z Bogdańca”.
Niezłe wrażenie robią czerwonoskórzy z fajką pokoju szprechający po niemiecku - wiadomo przecież, że Karol May też nie był Jankesem. Plenery jugosłowiańsko-gruzińskie, skudlone czarne peruki, araby forsujące górskie rzeki i super Gojko bezbłędnie miotający tomahawkiem i kordelasem - co drugie słowo „howgh”.
Easterny wymyślone zostały pod wrażeniem spaghetti-westernów wypełniających wówczas sale kinowe na Zachodzie. Główne ich przesłanie nie sprowadzało się jednak do mitycznego „Jak masz strzelać, to strzelaj”. Biedni Indianie robili za dżentelmenów - biali za pazernych rzeźników; odwrotnie niż w Hollywoodzie.
Były to czasy wojny wietnamskiej - w słynnej masakrze My Lai z ręki Amerykanów zginęło z pół tysiąca wieśniaków. W komuszych westernach rzeki indiańskiej krwi przelewanej przez białych westmanów nawiązywały bezpośrednio do tych wydarzeń. Niecałe pół wieku później takie emocje nikogo już nie ruszają.
http://www.youtube.com/watch?v=DtF_XKAwP1o&feature=related


Komentarze
Pokaż komentarze (31)