Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu, przypomniała znowu o swych zdolnościach propagandowych objawionych w tekstach antysemickich w 1968 r. i rozpoczęła kolejną rundę ataku na Radio Maryja. Tym razem pretekstem do szczucia na tę stację jest incydent z udziałem ekipy telewizyjnej Polsatu podczas pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę, która odbyła się 9-10 lipca.
Wobec sprzecznych oświadczeń jego uczestników, przebieg wydarzeń jest jeszcze nieustalony. Bezsporne jest, że 10 lipca ekipa Polsatu News robiła zdjęcia, choć nie miała na to ani formalnej zgody od organizatorów uroczystości na Jasnej Górze (czyli akredytacji) ani indywidualnej zgody od poszczególnych uczestników pielgrzymki. Na pewno naruszyła ustawę o prawie autorskim, gwarantującej każdemu człowiekowi prawo do ochrony wizerunku. Jeden z uczestników pielgrzymki o imieniu Andrzej próbował im przeszkadzać w kręceniu zdjęć, zasłaniając obiektyw kamery trzymaną w ręku flagą. Dalsze doniesienia są sprzeczne. Reporterka Polsatu twierdzi, że pan Andrzej ją uderzył. Oskarżony mówi natomiast, że jedynie odsuwał mikrofon, który dziennikarka podsuwała mu pod nos. Warto tu zaznaczyć, że reporterka próbowała uzyskać jego wypowiedź, chociaż nie spytała wcześniej o to, czy on się zgadza jej udzielić. Było to zatem nagabywanie. Pan Andrzej twierdzi, że kamerzysta Polsatu kopnął go tak, że omal się nie przewrócił. Potwierdzają to świadkowie incydentu. Kamerzysta twierdzi natomiast, że napastnikiem był pan Andrzej, który uszkodził mu kamerę.
Ekipa Polsatu zawiadomiła o incydencie policję. Pan Andrzej został zatrzymany i przesłuchany przez policjantów. Natychmiast po przesłuchaniu został zwolniony. Dochodzenie w tej sprawie nie jest przez policję prowadzone, ponieważ rzekomo pokrzywdzona reporterka nie złożyła formalnego doniesienia przeciwko panu Andrzejowi.
Podsumujmy. Bezsporne jest, że doszło do incydentu, spowodowanego tym, że ekipa Polastu News próbowała filmować uczestników pielgrzymki bez ich zgody. Pewne jest, że pan Andrzej przeszkadzał naruszającym prawo dziennikarzom. Nie ulega wątpliwości również, że kamerzysta Polsatu skopał pana Andrzeja. Co do innych faktów, to oświadczenia uczestników incydentu są sprzeczne.
Dzisiaj Śledzińska-Katarasińska zwołała w trybie pilnym komisję kultury i środków przekazu i przedstawiła posłom do zaakceptowania przygotowaną przez siebie "Opinię w sprawie swobody wykonywania zawodu przez dziennikarzy". W projekcie wyraziła "zaniepokojenie incydentami, wywołanymi 9 lipca br. przez niektórych uczestników Pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę." Jedno zdanie i od razu dwa błędy, bo wydarzenie miało miejsce 10 lipca, a sprowokowała je swymi bezprawnymi działaniami ekipa Polsatu News.
Kolejne zdanie projektu brzmi: "Czynna i słowna napaść na dziennikarzy mediów, zarówno elektronicznych jak i drukowanych, tylko dlatego że są one nielubiane w tym środowisku, była klasycznym przykładem ograniczenia możliwości wykonywania obowiązków zawodowych i pogwałcenia wolności słowa". Chociaż faktyczny przebieg wydarzeń jest nieustalony, mowa tu jakiejś napaści na dziennikarzy. Śledzińska-Katarasińska nie podaje zresztą kto na dziennikarzy napadł. Oczywiście nieprawdą jest również zakończenie tego zdania, gdyż każdy kto nie sprawuje funkcji publicznej, ma prawo odmówić dziennikarzowi wypowiedzi i nie ma to z pogwałceniem wolności słowa nic wspólnego. Co więcej przypomnę jeszcze raz, że dziennikarze naruszyli w tym przypadku prawo pielgrzymów do ochrony wizerunku.
Następne zdanie projektu brzmi: "Szczególny niesmak budzi fakt, że do zdarzenia doszło w miejscu i okolicznościach, które powinny być wolne od jakiejkolwiek przemocy i politykierstwa także w obecności osób, które nie wahają się oskarżać państwa polskiego i jego władz - także na forum europejskim - o stosowanie praktyk totalitarnych i ograniczanie wolności wypowiedzi." To perełka komunistycznego stylu propagandowego, używanego przez Śledzińską-Katarasińską w antysemickich tekstach w 1968 r. i później podczas pracy w pezetepeerowskich gazetach. Nie są wymienione z nazwiska osoby, które "nie wahają się oskarżać państwa polskiego". Nie wiadomo na jakie okoliczności się autorka powołuje. Nie precyzuje, co ten incydent ma wspólnego z jakimś "politykierstwem" (kto dzisiaj tego słowa jeszcze używa!).
Kolejny akapit brzmi: "Zachowanie pojedynczych osób nie może obciążać tysięcy wiernych, którzy udali się na Jasną Górę w czystych i szlachetnych intencjach. Nie słyszeliśmy jednak od organizatorów pielgrzymki ani jednego słowa potępienia i przeprosin." Pierwsze z tych dwóch zdań jest jako jedyne w całym tekście sensownie skonstruowane, ale również w nim odezwała się propagandowa maniera jego autorki, bo nie napisała o jakie "zachowanie pojedynczych osoby" jej chodzi. Zawarte w kolejnym zdaniu żądanie "potępienia" sprawców, to już czysty język propagandy komunistycznej po Marcu 1968 r. Jeśli chodzi o kwestię przeprosin, to kto miałby być przepraszany, skoro nie jest ustalony przebieg wypadków?
Kolejne zdanie projektu brzmi: "Komisja Kultury i Środków Przekazu oczekuje od władz Radia Maryja, Telewizji Trwam oraz współpracującego z nimi ugrupowania politycznego przestrzegania obowiązującego w Polsce prawa i wyciszania emocji budującej atmosferę nienawiści." Znowu czystej wody propaganda. W tekście jest sugestia, że Radio Maryja, Telewizja Trwam i jakieś ugrupowanie polityczne naruszają prawo, ale nie podano na czym ono polega. A brak nazwy partii oskarżanej o łamanie prawa, to już zupełne kuriozum! No i jeszcze "atmosfera nienawiści" - nic nie mówiący zwrot propagandowy.
Ostatnie zdanie projektu wzywa ministerstwo spraw wewnętrznych "do egzekwowania od organizatorów wszelkich publicznych zgromadzeń gwarancji dziennikarzom swobody wykonywania zawodu". Znowu - cóż to za język nowomowy! Co znaczy "egzekwowanie gwarancji dziennikarzom swobody"?
Taki tekst mogła napisać jedynie osoba, która uczyła się zawodu dziennikarskiego w okresie komunistycznym i pracowała na tzw. froncie propagandowym. Brak w nim opisu faktów, nie są wymienione z nazwiska osoby oraz nazwa partii do których się on odnosi, używane są słowa i zwroty typowe dla gazet sprzed 1989 r. Tekst jest pełen niejasności, niedomówień i aluzji. A przecież ma to być dokument urzędowy! Skierowany jest przeciwko Radiu Maryja i Telewizji Trwam, które przecież nie sprowokowały tego incydentu. Natomiast nie jest wymieniona z nazwy telewizja Polsat News, której dziennikarze w ewidentny sposób naruszyli prawo. Swoją drogą, to bardzo się cieszę, że działaczka PO ten tekst napisała, bo dzięki temu całkowicie się zdemaskowała.
Jaki cel propagandowy chce osiągnąć niegdysiejsza antysemicka propagandzistka? Otóż ta opinia ma być przekazana do ministerstwa spraw wewnętrznych i KRRiTV. Chodzi o to, żeby podtrzymać akcję zwalczania Radia Maryja podczas kampanii wyborczej. Gotów jestem się założyć, że te państwowe organy zajmą stanowisko w tej sprawie w drugiej połowie września, tuż przed datą głosowania w wyborach parlamentarnych. Znowu rozpęta się w mediach nagonka na Radio Maryja, a to oznacza, że część wyborców PiS może zrezygnować z głosowania na tę partię (jeśli wierzyć sondażom, to może ich być nawet 5 proc.). No i zmobilizowani zostaną antyklerykalni wyborcy PO, o których partia Śledzińskiej-Katarasińskiej rywalizuje z SLD oraz partią Palikota.
Warto tu jeszcze przypomnieć, że Śledzińska-Katarasińska jest etatową pracownicą Agory, bo zanim została posłanką pracowała w łódzkim oddziale "Gazety Wyborczej". W tej chwili jest na urlopie bezpłatnym.
Wskutek sprzeciwu posłów PiS, Śledzińskiej-Katarasińskiej nie udało się na razie przeforsować swego skandalicznego projektu antyradiomaryjnej opinii, Sejmowa komisja kultury przełożyła głosowanie w tej sprawie na następne posiedzenie sejmu, które odbędzie się w ostatnim tygodniu lipca.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)