4-5 lat temu zżymałem się bardzo, gdy komentatorzy audycji "Poranek Radia TOK FM" nazywali "reżimowym" "Dziennik", którego redaktorem naczelnym był Robert Krasowski. Szczególnie często takiego określenia używali dziennikarze "Polityki" - Jacek Żakowski, Janina Paradowska, Wiesław Władyka oraz sam szef tego tygodnika Jerzy Baczyński. Zarzucali oni gazecie Krasowskiego, że wspiera rząd Jarosława Kaczyńskiego. Nie zgadzałem się z nimi, bo uważałem, że "Dziennik" stara się obiektywnie opisywać polską rzeczywistość. Dziś zastanawiam się, czy miałem rację. Może rzeczywiście Krasowski naruszał wtedy etykę dziennikarską? I choć uważał Kaczyńskiego za politycznego szkodnika, to ze względów biznesowych zamieszczał w swojej gazecie teksty popierające jego rząd? Dziennikarze "Polityki" wiedzieli o nim z pewnością więcej niż ja, zwykły czytelnik prasy.
Moje wątpliwości co do tego, czy w swojej pracy dziennikarskiej Krasowski przestrzega etyki powstały po lekturze jego tekstu "Wirtuoz cudzych emocji", w którym zaatakował głównego przeciwnika obecnego rządu czyli Jarosława Kaczyńskiego. Znowu zajął stanowisko proreżimowe. I na dodatek ten prorządowy tekst opublikowała ... proreżimowa "Polityka". Od razu wyjaśniam, że o tym, iż redaktor naczelny tego tygodnika nie przestrzega dziennikarskiej etyki, jestem na sto procent przekonany. Dużym rozczarowaniem jest dla mnie, że tak nisko jak dziennikarze "Polityki", upadł również Krasowski.
Tezy jego artykułu są bardzo naciągane. Żeby było śmieszniej, autor sobie sam często zaprzecza. Główny zarzut przeciwko Kaczyńskiemu brzmi, że to on tworzy w Polsce niezadowolonych. I zaraz po jego sformułowaniu, Krasowski pisze, że "w starych, dobrych dla populistów latach 90. nie musiał tego robić", bo "sfrustrowana była większość społeczeństwa". Można zatem oczekiwać, że artykuł będzie dotyczył ostatnich kilku lat. Tymczasem 90 proc. tekstu poświęcone jest analizie sporu politycznego Kaczyńskiego z rządzącym establishmentem w pierwszym dziesięcioleciu istnienia III RP. Jakże to w końcu było, panie Krasowski? Kaczyński tworzył wtedy niezadowolonych, czy nie?
Przyjmuję, że Krasowski uważa jednak, iż w latach 90. Kaczyński nie tworzył niezadowolonych. Zatem mógłbym sobie darować polemikę z jego opiniami dotyczącymi działalności w tym okresie ówczesnego prezesa chadeckiego Porozumienia Centrum. Jednak nie mogę się oprzeć pokazaniu kilku "kwiatków". Otóż w jednym z akapitów Krasowski pisze: "Michnik szydził wówczas, że znał Kaczyńskiego od lat i dopiero teraz dowiedział się, że jest chadekiem, sam Lech Kaczyński przyznawał, że do tej pory jego brat był centrystą". Natomiast w innym akapicie Krasowski relacjonuje, jak Kaczyński z badań opinii publicznej dowiedział się, że "wszystkie odmiany centryzmu, także chadeckość są w Polsce niszowymi ofertami". Jakże to jest zatem, panie Krasowski? Musi się pan zdecydować, czy chadecja jest ruchem centrowym, czy nie!
Chociaż Krasowski twierdzi, że przyjęcie ideologii chadeckiej przez PC było zagrywką taktyczną Kaczyńskiego, to pisze równocześnie, że "agonia PC była momentem przełomowym, wtedy raz na zawsze Kaczyński porzucił potrzebę łączenia politycznych sztandarów z osobistymi przekonaniami". No to jakże to w końcu było? Miał Kaczyński chadeckie przekonania, czy nie?
Krasowski uważa, że ma wielki dar i potrafi wejrzeć w duszę Kaczyńskiego. Jest pewny, że Kaczyński nie miał żadnych stałych poglądów i posługiwał się "hasłami, w które sam z reguły nie wierzył". Ciekawy jestem, jakiż to nadludzkim zmysłem dysponuje Krasowski, że jest w stanie ustalić w co inny człowiek wierzy.
Wybity tłustym drukiem jest w tekście Krasowskiego następujący zarzut: "Większość głośnych haseł Kaczyńskiego brała się z analizy społecznych lęków, które świetnie wyczuwał". Tu się z nim w pełni zgadzam. Ale według mnie jest to komplement a nie zarzut. Krasowskiemu nie podoba się, że Kaczyński jeździ po Polsce, spotyka się z ludźmi, słucha ich, a następnie przekuwa zasłyszane opinie na postulaty polityczne. Panie Krasowski, czy pan się dobrze czuł, formułując taki zarzut? Przecież nie może być dla polityka większej pochwały niż takie stwierdzenie, że chce realizować to, co chcą jego wyborcy!
Niechcący Krasowski rozprawia się też z zarzutem przeciwników Kaczyńskiego, że kierował swoją partią na sposób wodzowski. Zarzuca mu bowiem, że wpisał do programu PC hasło dekomunizacji, które rzucił na kongresie tej partii jakiś szeregowy jej działacz. Panie Krasowski, naprawdę uważa pan, że to źle świadczy o Kaczyńskim?
Z zarzutów dotyczących ostatnich lat, szczególnie zabawnie brzmi następujące zdanie: "... gdy Kaczyński zrozumiał, ze PiS nie jest w stanie w pojedynkę przejąć władzy, koalicyjnym partnerem do walki z III RP okazał się SLD, dotąd opisywany jako symbol tejże III RP". Cóż za trafna analiza! Szkoda, że pan nie dopisał, iż wicepremierem w rządzie Kaczyńskiego będzie Ryszard Kalisz!
Z tekstu Krasowskiego przeziera pogarda dla zwykłych ludzi, których on nazywa, używając języka propagandy bolszewickiej, "masami". Znowu, jako ktoś dysponujący nadzwyczajnymi zdolnościami czytania w cudzych duszach, Krasowski sugeruje, że Kaczyński posługuje się instrumentalnie tymi "masami", żeby osiągnąć wymarzony cel: "Chce być doceniony, chce być szanowany, nie przez masy, którymi gra, ale przez elity, które ceni".
Ciekawa teza, ale coś mi się wydaje, że zaszła tu w przypadku Krasowskiego tzw. projekcja. To on chce być doceniony przez salon i w tym celu napisał ten artykuł. Od 2 lat Krasowski jest na bocznym torze. Szuka możliwości powrotu do dziennikarstwa. Pewnie musi spłacać kredyty, a tu frank drogi i oszczędności mu się kończą. Trzeba dać tyłka, żeby mainstreamowe media go zaakceptowały. A najlepiej to można osiągnąć, dokładając Kaczyńskiemu. To dla mnie bardzo przykra konstatacja, bo do tej pory miałem do Krasowskiego szacunek.
Wracając do Kaczyńskiego, to gdyby on rzeczywiście chciał wrócić na salony, to mógł to bez przeszkód zrobić w 2005 r. Wszedłby na nie jako tryumfator. Wystarczyło przyjąć warunki PO co do stworzenia koalicji. Wraz z Tuskiem obijaliby się na salach balowych, a Polska tonęłaby jak Titanic. Ale Kaczyński nie chciał prowadzić polityki dyktowanej mu przez establishment. Wybrał inną drogę. Poszedł pod prąd. I chwała mu za to.
Jeśli chodzi o mnie, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia, czy Kaczyński sam wymyślił hasła, które głosi, czy je przyjął dlatego, że zasłyszał je od zwykłych Polaków. Ważne jest to, że chce realizować postulaty swoich wyborców. Cóż można wymagać więcej od demokratycznego polityka?
Na koniec chciałbym jednak napisać dobre słowo o Krasowskim. Otóż rozprawił się on w swym artykule z twierdzeniami salonu, że Kaczyński jest chory psychicznie. Pisałem o tej metodzie zwalczania lidera opozycji w poprzedniej swojej notce "Czaadajew, Mackiewicz, Kaczyński - wariaci z wyroku salonu". Jeśli kiedyś wrócę do tego tematu, to obiecuję, że Krasowskiego zacytuję w swoim tekście.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)