Powiew grozy zmroził salony, gdy jeden z sondaży wskazał, że młodzi Polacy widzą w Prawie i Sprawiedliwości swego głównego reprezentanta. 4 lata temu wydawało się, że pozbawiony poparcia młodego pokolenia PiS skazany jest na agonię, bo wystarczy trochę poczekać, żeby znaczna część jego wyborców wymarła. A tu teraz taka nieprzyjemna niespodzianka! Establishment zaczął się bać.
Na szczęście salonowe media znalazły szybko pocieszycieli szczycących się tytułami profesorskimi z dziedziny socjologii takich jak Janusz Czapiński czy Radosław Markowski, którzy rozwiali obawy przestraszonych establishmentowych prominentów, wyjaśniając, że to po prostu pomyłka w sondażu. Próbka badanych była niereprezentatywna. Uffff, co za ulga!
Przyjmując oczywiście do wiadomości to orzeczenie naukowych autorytetów z tytułami profesorskimi, ja skromny magister (i to nie socjologii a historii) Andrzej Molasy, ośmielam się wyrazić swoją opinię, że wynik sondażu nie jest pomyłką. I co więcej, nie powinien być dla prawdziwych a nie salonowych naukowców żadnym zaskoczeniem. Było tak pewne jak 2+2=4, że ok. 2011 r. młode pokolenie Polaków zacznie się odwracać od partii establishmentowych.
Młodzi zawsze się buntują przeciwko establishmentowi. Oczywiście nie wszyscy. Nie brak wśród nich przecież również grzecznych chłopczyków i dziewczynek. Ale bycie grzecznym w wieku 15-25 lat, to objaw choroby a nie normalność. 5-6 lat temu establishment, przy pomocy swoich mediów, dokonał bardzo sprytnej manipulacji propagandowej i skierował naturalny bunt młodego pokolenia Polaków przeciwko rządzącemu wówczas Prawu i Sprawiedliwości. Młodym wmówiono, że PiS dybie na ich wolność osobistą. Że chce im narzucić jako jedynie słuszny tzw. moherowy system wartości. Że jest obciachowy.
To były kłamstwa, ale najlepsi salonowi propagandziści wywodzą się ze starej bolszewickiej szkoły propagandowej, która jako pierwsza odkryła, że powtórzone sto razy kłamstwo zaczyna uchodzić za prawdę. W 2007 r. młode pokolenie Polaków dało się nabrać na tę manipulację. Ale kłamstwo ma krótkie nogi. Prawda zawsze musi, wcześniej czy później, wyjść na jaw. Właśnie to w Polsce obserwujemy. Młodzi Polacy zaczynają rozumieć, że 4 lata temu zostali oszukani. Że zagrożeniem dla ich wolności, przeszkodą w realizacji aspiracji życiowych, jest rządzący establishment, którego polityczną emanacją jest partia władzy czyli PO. A jedynym liczącym się ugrupowaniem, które może im otworzyć drogę do spełnienia marzeń o lepszym życiu, jest antyestablishmentowy PiS.
Jednak naturalny bunt młodego pokolenia nie zawsze musi przybrać oblicze polityczne. Rządzące elity stosują różne wentyle bezpieczeństwa, rozpraszające napięcia społeczne wywoływane przez aspiracje życiowe młodych ludzi patrzących idealistycznie na świat i kierujące ich protest w ślepe uliczki. Jak już wspomniałem wyżej, salonowe media wskazują im wykreowanych przez samych siebie wrogów, np. Jarosława Kaczyńskiego (ksywka Prezes) oraz ojciec Tadeusz Rydzyk (ksywka Ojciec Dyrektor). Kreują także fałszywych idoli typu Jerzy Owsiak, Kuba Wojewódzki, Doda, Nergal, którzy mają zaprowadzić zbuntowaną młodzież na manowce. Gdy już im się to udaje, to prominentni przedstawiciele establishmentu ronią na niby krokodyle łzy, że młodzi nie interesują się polityką. W rzeczywistości są z tego powodu bardzo zadowoleni, bo polityczna obojętność młodego pokolenia gwarantuje im utrzymanie się przy władzy. W ich koncepcji, młodzi Polacy mają wiedzieć z polityki jedynie to, że PiS jest zły, i należy przeciwko niemu głosować w wyborach.
Wentyle bezpieczeństwa nie zawsze są jednak skuteczne. Co jakiś czas napięcie społeczne wywoływane przez młode pokolenie staje się tak duże, że przyjmuje ono charakter polityczny. A w takim razie musi mieć ono charakter antyestablishmentowy. Jego skutkiem jest wymiana znacznej części elity władzy. Wydaje mi się, że w Polsce właśnie obserwujemy początek tego procesu.
Opinię swoją opieram na teorii cykli, której pionierem był Edward. R. Dewey. Wraz ze swymi współpracownikiem Ogiem Mandino, wyodrębnił on tysiące cykli, według których toczy się życie na Ziemi. Tego samego typu zjawiska przyrodnicze, wydarzenia i procesy społeczne powtarzają się co jakiś czas, np. cykl wielkich bitew trwa 22 lata. Według mnie, we współczesnej Polsce mniej więcej w podobnym rytmie, co 20-25 lat, dochodzi do wymiany rządzących elit.
Proces formowania się pierwszej XX-wiecznej polskiej elity politycznej rozpoczął się podczas I wojny światowej, a zakończył w l. 1921-22. Wymiana establishmentu politycznego nastąpiła podczas II wojny światowej. Ostatecznie uformował się on w l. 1944-1947. Do kolejnej zmiany pokoleniowej na szczytach władzy doszło w l. 1968-71. Wtedy pokolenie komunistów wywodzących się z przedwojennej KPP (w znacznej części pochodzenia żydowskiego) oraz powstałej podczas wojny PPR, straciło władzę na rzecz frakcji, reprezentującej pokolenie zetempowców, która porozumiała się z tzw. grupą ślązaków, z Edwardem Gierkiem na czele. Reprezentowali oni nowy, już nie ideologiczny a technokratyczny sposób myślenia. Ostatnia wymiana rządzącego establishmentu zaszła w l. 1989-91. Ci ludzie rządzą Polską do dzisiaj. Jeśli teoria cykli wymiany polskich elit politycznych jest słuszna, to znaczy, że już wkrótce będą musieli odejść. Powinno to się stać w l. 2011-2016.
Może się to odbyć na dwa sposoby. Nowe pokolenie może przejąć kontrolę na partią władzy czyli PO albo objąć najwyższe stanowiska w państwie dzięki zwycięstwu partii antyestablishmentowej czyli PiS. Ten pierwszy sposób jest w tej chwili niemożliwy. Drogi awansu nowych ludzi w PO, a tym samym oczywiście w instytucjach państwowych i samorządowych opanowanych w całości przez tę partię, są w tej chwili zablokowane. Na poparcie tej opinii mogę podeprzeć się autorytetem znanego politologa, profesora Wawrzyńca Konarskiego (to bardzo rzadki przypadek zgodności poglądów między mną a naukowcem salonowym), który nazwał tę sytuację "oligarchizacją struktur władzy". W niedawnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Konarski powiedział o PO: "Ludzie, którzy są politykami istotnymi dla utrzymania władzy, są nie do ruszenia. (...) Jest to przejaw oligarchizacji, zarówno wewnątrzpartyjnej, jak i w ogóle." (www.rp.pl/artykul/718383.html).
W tej sytuacji jedynym sposobem odsunięcia od władzy dotychczasowego establishmentu politycznego jest zdecydowane zwycięstwo wyborcze PiS. Z różnych powodów, (m.in. śmierć znacznej grupy czołowych polityków tej partii w katastrofie smoleńskiej, odejście posłów, którzy stworzyli PJN, osobiste decyzje Jarosława Kaczyńskiego), otworzyły się w tym ugrupowaniu drogi awansu dla młodego pokolenia. Ale na zmianie ekipy rządzącej skorzystają nie tylko młodzi politycy PiS. Tysiące stanowisk kierowniczych w państwie obejmą młode osoby bezpartyjne. Tylko po wygranej PiS będzie np. możliwe otwarcie korporacji prawniczych, blokujących młodym Polakom możliwość robienia kariery. Paradoksalnie, zwycięstwo PiS będzie także korzystne dla młodych członków PO. Starzy działacze będą musieli podzielić się z nimi władzą w partii. A gdy za jakiś czas wahadło polityczne znowu przechyli się na stronę PO, to obejmą oni najwyższe stanowiska w państwie.
Wygląda na to, że w tym roku do tej wielkiej zmiany pokoleniowej w Polsce jeszcze nie dojdzie. Zwycięstwo PiS powinno być druzgocące, a na to się w tej chwili nie zanosi. Wydaje się, że trzeba na to będzie poczekać jeszcze 4 lata. Jednak jeśli będzie utrzymywała się dotychczasowa dynamika procesów społecznych, to na pewno do wymiany politycznej elity dojdzie.
Warto zwrócić jeszcze uwagę, że w ostatnim roku pojawiła się nieoczekiwanie na polskiej scenie politycznej jeszcze jedna, oprócz PiS, licząca się partia, głosząca hasła antyestablishmentowe. To Ruch Palikota. Jest to oczywiście kolejna próba zmanipulowania młodych Polaków. Janusz Palikot jest esencją establishmentu. Stworzył nową partię jedynie po to, żeby spełnić swe polityczne ambicje, a młodzi ludzie są dla niego jedynie narzędziem w ich osiągnięciu. Mówiąc młodzieżowym językiem, to jest kolejna wielka ściema, wciskana młodym przez rządzący establishment.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)