To nie żart z kiepskiego filmu grozy. Kolejny absurdalny pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej z minister Hall na czele nazywany powszechnie reformą edukacji okazał się zwykłym nieporozumieniem, żeby nie powiedzieć skandalem.
Pani minister wymyśliła sobie bowiem, że wyślemy 6-latki do szkół. Nie poświęcę dzisiejszego wpisu dywagacją czy to pomysł dobry czy zły. Pozostawię to ocenie czytelników. Nie mogę jednak obojętnie przejść wobec faktu, że jedna z najgorszych urzędniczek w tuskowym rządzie nie zauważyła tak podstawowego problemu, jak przystosowanie szkół dla młodszych dzieci, łącznie z przygotowaniem dla ich potrzeb zwykłych krzeseł i ławek, dopasowanych do ich wzrostu, często znacząco różniącego się od starszych o rok kolegów.
Nic więc dziwnego, że znaczny odsetek rodziców zaprotestował przeciwko tak niefortunnie przeprowadzanej reformie. Platformerscy PR-owcy ratując sytuację zmusili resort do wprowadzenia okresu przejściowego, czyli od decyzji rodziców sześciolatków zależało, czy dzieci do szkoły pójdą czy spędzą jeszcze rok w zerówkach.
W całym tym bu**** (czytaj: bałaganie) nie zmieniono jednak rozporządzenia ZABRANIAJĄCEGO uczyć dzieciaki w przedszkolu czytać i pisać. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem było wcągnięcie dzieci do konspiracji. Na prośbę rodziców w szkołach organizuje się zajęcia kształcące umiejętność czytania i pisania bez używania tablic i zeszytów, jedynie przy pomocy ukrywanych na co dzień książek, aby nie ponosić konsekwencji w razie nasyłanych na przedszkola kontroli z kuratorium oświaty.
Cyrk na kółkach, tylko dlaczego cierpią na tym najmłodsi. Panie premierze, zmiany w rządzie Pan podobno szykuje - Pan pomyśli o minister Hall.
Prosimy!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)