3 stycznia USA zaatakowało Wenezuelę porywając ich przywódcę Nikolasa Maduro. Wszystko to odbyło się pod pretekstem walki z przemytem narkotyków. Oczywiście Nikolas Maduro był dyktatorem który sfałszował wybory, doprowadził swój kraj do ruiny gospodarczej prowadząc socjalistyczną rewolucję bolivariańską a nawet tolerował udział swoich urzędników w tworzeniu kartelu narkotykowego. Jednak Stany Zjednoczone nie chcą żadnego dobra Wenezuelczyków tylko chodzi o ropę, wszakże nadal rządzą tam chaviści tylko już bez Maduro, p.o. Delcy Rodriquez która została zaprzysiężona po pojmaniu Maduro mimo retoryki zgodziła się na żądania Stanów Zjednoczonych tj. oddanie od 30 do 50 mln baryłek ropy oraz kupowaniu wszystkiego od Stanów Zjednoczonych, zapewne w bliskiej przyszłości amerykańskie koncerny naftowe wejdą do Wenezueli - gdyby Maduro się na to zgodził to nadal byłby prezydentem Wenezueli. A sam handel narkotykami to tylko pretekst bo udział narkotyków z Wenezueli w przemycie do Stanów Zjednoczonych jest niewielki, kraj ten leży na uboczu głównego szlaku który jest od Kolumbii która jest głównym producentem kokainy przez kartele, następnie przez kraje Ameryki Środkowej i Meksyk. USA już od kilku miesięcy prowadziły na Morzu Karaibskim i Pacyfiku operację zatapianie łódek z handlarzami narkotyków - inna kwestia czy faktycznie bo do tej pory nie pokazali żadnych dowodów, nie zarekwirowali żadnego narkotyku a są doniesienia że w co najmniej kilku wypadkach zatopili omyłkowo zwykłych rybaków. Jeśli Rosję się potępia i słusznie za wojnę na Ukrainie to jednak USA też należy potępić bo z punktu prawa międzynarodowego była to agresja, nie wolno samowolnie wymierzać rzekomej sprawiedliwości (nawet gdyby faktycznie o to Amerykanom chodziło bo jak wiadomo nie to było celem). Z militarnego punktu widzenia operacja była dużym sukcesem, Rosja na początku wojny chciała zrobić podobnie z Zełeńskim ale się nie udało, w dodatku w Caracas w Wenezueli były rosyjskie systemy obrony przeciwpowietrznej ale najwyraźniej zawiodły co udowodniło że militarnie Rosja jest gorszej jakości niż USA i to jest fakt. Ale skoro USA są tak skuteczne w porwaniu przywódców państwowych to równie łatwo mogliby porwać np. premiera Izraela Benjamina Netanjahu za zbrodnie i ludobójstwo na Palestyńczykach - wiadomo że to oczywiście się nie wydarzy, sam Donald Trump jest syjonistą i udowodnił już że dla Izraela jest gotowy na poświęcenie, znów może uderzy np. na Iran co groził już pod pretekstem ochrony protestujących w Iranie.
Militarnie USA jest potęgą ale niestety jak to mocarstwo podobnie jak inne mocarstwa nie przejmuje się prawem międzynarodowym i świadome swojej siły wymusza na innych. Po tej całej operacji w Wenezueli zagroziło już innym krajom m.in Kolumbii, Meksykowi, Nikaragui, Kubie że mają słuchać się Stanów Zjednoczonych albo spotka ich ten los co Wenezuelę. W dodatku USA wyciągają rękę po Grenlandię, którą USA chcą włączyć do swojego terytorium a co byłoby kłopotliwe gdyby jeden członek NATO w dodatku jego filar zaatakowałby drugiego - oczywiście były już w przeszłości walki grecko-tureckie no ale w tym wypadku byłaby agresja najważniejszego kraju NATO na drugi kraj co de facto oznaczałoby rozpad Sojuszu.
Oczywiście dawno już było tak że mocarstwa - zarówno USA jak i Rosja czy Chiny za nic miały prawo międzynarodowe natomiast USA teraz przestały udawać - wcześniej po prostu mówili że tu o ,,demokratyzację" chodzi albo o walkę z terrorystami, teraz już nie udają nawet.Stany Zjednoczone powróciły do doktryny Monroe'a gdzie uznają całą półkulę zachodnią za własną strefę wpływów. USA walczą o swoje interesy, o ropę, nie zależy im na żadnym dobru w Ameryce Łacińskiej, chcą tamte kraje wyssać z ich zasobów tylko już bez żadnych pretekstów Trump zaczął mówić o tym otwarcie.
Trochę przypomina to okres wojen bananowych na początku XX wieku gdy Stany Zjednoczone prowadziły szereg interwencji wojskowych w krajach Ameryki Środkowej i Karaibów by chronić interesy własnych korporacji.
Inne tematy w dziale Polityka