Już mogę to napisać! Mam pracę! Co prawda na razie jako umowę o dzieło, ale mam. Z jakąś tam sumą wpisaną w tęże umowę. Płatną 8 godzin temu. Lub raczej niepłatną, bo pieniadze sie nie pojawiły. :P W sumie to wolałbym je mieć, bo tepsa chce sprzedać moje długi, ale z drugiej strony nareszcie zdobywam moc doświadczeń, które być może uczynią ze mnie Hłaskę pierwszej połowy XXI wieku. A jeśli wcześniej się zarobię na śmierć, to przecież i tak będzie mi wisieć, że jednak tym Hłaską nie zostałem. :P
Ja wiem, 1570 złotych to nie jest wiele. Nawet za mało na spłatę tepsy i raty w banku. Ale byłby to choć argument do negocjacji z wierzycielami. A tak to - dupa. Nawet nie stać mnie na fryzjera, by z godnym wygladem żebrać o odroczenie wyroku. Biorąc pod uwagę, że w ciagu miesiaca pracy odnowił mi się łokieć tenisisty (google), permanentna rwa kulszowa (j.w.) oraz astma oskrzelowa, to fakt, że budowę na której pracuję finansuje Unia Europejska, uważam za ostateczny argument przeciwko Unii. Nigdy nie byłem zwolennikiem niewolnictwa, a światłe opinie Cycerona dotąd mi zwisały. Jak sie okazuje, przedwcześnie, jako że Unia opłaca nadzorców niewolników, a ci traktują mnie po ludzku, czyli według Cycerona. Tzn. - nie leją po plecach batem...
Jeśli uda mi się przestać być klasa robotniczą w Polsce B (albo i F, bo jak mawiaja moi kumple z budowy, tu jest chujnia z grzybnią), to zapalę świeczkę przed najbliższym ołtrzem św. Józefa Robotnika. Jako wotum za poprawę losu, i jako intencję zmiany losów pozostałych w Polsce F...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)