Nikt nie ma do końca pewności, choć było wiadomym od samego praktycznie początku, że propaństwowego PiSu żadna siła piekielna z zewnątrz nie przemoże, pod wszakże jednym kluczowym warunkiem, iż wewnętrznie zachowa on swoją solidarną spójność - jak dotąd udawała mu się ta a la Republikańska sztuka stabilizacyjna prawej strony sceny politycznej wprost znakomicie (lewicy laickiej z Partii Obłudy rzecz jasna do tego grona nie ważę się nawet umieszczać, co zresztą bezczelne działania na szkodę RP wystarczająco dobitnie potwierdzają), co tylko tym bardziej rozwścieczało wszelkiej eurokołchozkiej maści razwiedkowiczów (tak rodzimego, jak i obcego chowu, choć szelmowsko jednomyślnych w swej antypolskiej nienawiści), których nieustannie zabiegi sabotażowe w dyspozycyjnie lewackich mediach jak na złość każdorazowo spełzały na niczym, a tylko coraz bardziej (wbrew zawistnym swoim mocodawcom) na przekór sobie konsolidowały rządzących, choć przecież w swym założeniu mieli ich rozbijająco skłócać.
Niestety dobra passa prezesa Jarosława Kaczyńskiego na jego własne życzenie właśnie pobladła w oczach - i nie należy za taki nieciekawy stan rzeczy jedynie pośpiesznie winić samych ideowców Marka Jurka, którzy to swoimi walorami ducha bez wątpienia zauważalnie ubogacali praworządną formacje Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego twierdzę, iż prezes PiSu sam nierozważnie strzelił sobie tym razem we własną stopę? Otóż, z tej prozaicznej przyczyny, że zwyczajnie za bardzo zapatrzył się na zupełnie odczłowieczone działania w kierunku wyjałowionych mentalnie środowisk antykonserwatywnych, dla których cyniczne wyrachowanie biurokratyczne, praktycznie całkowicie przesłania ich kompletnie bezhonorowy świat. Jest to tym boleśniejsze dla prawicowego elektoratu potknięcie Naszego premiera, że robiąc swoim rozmiękczeniem ukłon na rzecz "żądnej aborcyjnej krwi" lewicy, tym samym (pomimo licznych apeli środowisk chrześcijańsko-konserwatywnych) za bardzo zbliżył się do neutralnego centrum, wtedy gdy jego większościowy elektorat wyraźnie optował za radykalniejszą determinacją w imię "obrony życia".
Z tych powyższych względów uważam, że Nasza Prawica przejdzie na przestrzeni obecnej kadencji parlamentu jeszcze liczne przegrupowania sił, z których wyłonią się w naturalny sposób kolejne przyduszone frakcje i choć sam PiS wyjdzie na tym jako ugrupowanie wiodące osłabiony, to jego gabinetowi wbrew pozorom takie nowopowstałe formacje międzypartyjne (złożone zarówno z uciekinierów z PiSu i LPRu, jak też z SO i PSLu, czy nawet z PO) mogą wyjść na dobre, gdyż żeby mogły one za wczasu przed wyborami zrealizować swoje wizytówkowo-reklamowe zamierzenia, będą po prostu zmuszone możliwie najefektywniej współpracować z tym rządem.
Inna natomiast sprawa ma się w przypadku samych planów przedwyborczych, w których to chcąc, nie chcąc Nasza Prawica nie może sobie już po prostu z czysto realistycznych względów pozwolić na wielopartyjność, gdyż akurat w tym szczególnym czasie fundamentalnie istotne dla prawicowo-ideowych formacji staje się nade wszystko zjednoczenie ponad pomniejszymi podziałami, albowiem karty w takowej rozgrywce w opinii publicznej rozdają głównie Ci najróżnorodniej od losu w mnogość atrybutów wielonurtowych obdarowani - wie o tym doskonale skondensowana do granic możliwości aferalnie-postkomunistyczna lewica i dobrze by było, aby również i Nasza propaństwowa Prawica miała to pieczołowicie na swej uwadze, by przynajmniej (ku zawistnej radosze antypolskiej razwiedki) rażących błędów w potyczkach o mandat większościowy frajersko nie popełniać.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)