2007-06-05 - Adam Danek
Wołanie o radykalizm
Z tymi zarzutami spotkał się już (a jeśli nie, prędzej czy później na pewno się spotka) każdy członek i każdy sympatyk UPR. To, co robicie nie ma sensu. Tworzycie ugrupowanie kanapowe, które nie liczy się w prawdziwej polityce, a w wyborach dostaje 2% głosów. Jesteście skrajnymi, fanatycznymi oszołomami, dlatego nikt nie traktuje was poważnie. Wasze poglądy są słuszne i interesujące, ale nie chcę marnować głosu, dlatego oddam go na Platformę. Może wreszcie porzucilibyście nieżyciowe postulaty i wyszli do ludzi? Trzeba się dostosować do faktów. I tak dalej. Nawiasem mówiąc, krytykę tego rodzaju często podnoszą renegaci z UPR, próbując usprawiedliwić własną dezercję do którejś z partii parlamentarnych, dysponujących stałą obecnością w mediach i udziałem w podatkowym łupie - ale nie o nich będzie tu mowa. Tematem niniejszego szkicu nie ma być autorstwo wyliczonych wyżej tez, lecz ich zasadność. Czy raczej jej brak.
Unii Polityki Realnej zarzuca się zatem, iż swoim radykalizmem odstrasza od siebie potencjalny elektorat, a jako stronnictwo od dawna pozaparlamentarne nie ma racji bytu w życiu politycznym. A jednak partie o podobnej sytuacji potrafiły odgrywać znaczącą rolę na scenie politycznej państw powojennej Europy. Chodzi oczywiście o tzw. partie antysystemowe, które swym ideowym nonkonformizmem i bezkompromisowym stylem działania destabilizowały okrzepłe układy polityczne, zakłócając leniwe samozadowolenie ich dotychczasowych beneficjentów, a co za tym idzie, wywierały niemożliwy do zlekceważenia wpływ na życie publiczne. Ani solidarne zwalczanie przez partie establishmentu (łącznie z manipulacjami prawnymi, a nawet aktami bezpośredniej przemocy), ani nieskrywana wrogość mediów nie tylko nie zdołały ich powstrzymać, ale działały wręcz na ich korzyść - przysparzały im rozgłosu i sympatii. Tak właśnie wyglądała historia francuskiego Frontu Narodowego czy Włoskiego Ruchu Społecznego, które przecież przez wiele lat miały śladową reprezentację w parlamencie bądź nie posiadały jej wcale. Ich działacze byli za to nieustannie widziani i słyszani na ulicach miast, na uniwersytetach, na prowincji, w debacie publicznej, wdzierając się jak burza w nijaki światek poprawnie myślących mieszczuchów i interesownych partyjnych biurokratów. UPR może zatem mocno wpływać na życie polityczne - jeśli otwarcie określi się nie jako krytyk, lecz jako wróg aktualnego ustroju polityczno-gospodarczego (tzn. liberalno-demokratycznego państwa opiekuńczego), a obok radykalnej postawy przyjmie równie radykalne metody działania.
Historii nie tworzą masy (kłamstwo marksizmu) ani większość (kłamstwo demokracji), ale zdeterminowane, zdyscyplinowane i wojownicze mniejszości (niegdyś byli nimi i marksiści, i demokraci). Taką właśnie musi się stać UPR. Musi mówić własnym, niepowtarzalnym językiem, niemożliwym do pomylenia z czymkolwiek, i mówić nim rzeczy, które wprawią w konsternację (czy wręcz w popłoch) prawomyślne różowe salony i łże-elity. Z jednej strony, przysporzy to Unii popularności, zapewniając jej poparcie wszystkich niezadowolonych ze status quo, z drugiej natomiast zagwarantuje zainteresowanie mediów (z czym swego czasu doskonale radziło sobie mniejsze od UPR Narodowe Odrodzenie Polski), a przecież obecnie sukces wyborczy zależy głównie od obecności w mediach, nie zaś od - powiedzmy - rozbudowy i pracy struktur terenowych partii (nb. te ostatnie UPR ma na znacznie wyższym poziomie, niż partie parlamentarne). Ponadto obecność w Polsce prawdziwie radykalnej prawicy skłoni stronnictwa establishmentowej centroprawicy do rywalizacji o poparcie - zaostrzenia własnych programów i upodobnienia ich do naszego (partie umiarkowane zawsze kradną pomysły swoim skrajnym odpowiednikom: w II RP powstanie nielicznych partii radykalnych doprowadziło do szybkiej radykalizacji całej sceny politycznej). Należy sprowokować pogłębienie podziałów politycznych w społeczeństwie - dopóki 95% Polaków biernie znosi dyktat postkomunistycznej lub postsolidarnosciowej lewicy, polaryzacja ich postaw może działać tylko na naszą korzyść. Podkreślam jednak: UPR nie zdoła zrealizować tego planu, jeśli jej znakiem rozpoznawczym nie stanie się radykalny styl wypowiedzi i działania. Aby zwyciężyć, powinna więc, po pierwsze, dumnie obnosić się z wrogością wobec systemu - jawnie spiskować nad jego obaleniem, po drugie zaś przygotować się do samotnej walki ze wszystkimi partiami, mediami i środowiskami, ktore go bronią. Pierwszą z tych postaw nestor francuskiej skrajnej prawicy Charles Maurras (1868-1952) nazwał konspiracją w świetle dnia, drugą myśliciele z kręgu niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej określali jako heroiczny realizm.
Chcąc doprowadzić do radykalnej zmiany istoty ustroju gospodarczego i społecznego, trzeba najpierw przygotować dla niej podłoże - stworzyć sprzyjający jej klimat ideowy. Potrzebne do tego środki znajdują się na wyciągnięcie ręki. W kwestiach ustrojowych UPR może, jak sądzę, liczyć na intelektualne poparcie profesorów Jacka Bartyzela, Ryszarda Legutki, Bronislawa Łagowskiego, Bogdana Szlachty, w kwestiach ekonomicznych - m.in. prof. Justyny Miklaszewskiej, w kwestii służb specjalnych - profesorów Andrzeja Zybertowicza, Antoniego Dudka - i innych. Obok autorytetu szanowanych uczonych mogłyby nam udzielić pomocy pióra znanych pisarzy (np. Andrzeja Pilipiuka czy - mimo pewnych personalnych kłótni - Waldemara Łysiaka) i publicystów (np. Rafała Ziemkiewicza). Oprócz nich Unia musi skupić pod sztandarem św. Jerzego wolnorynkowe think-tanki (np. Centrum im. Adama Smitha), antypodatkowe stowarzyszenia przedsiębiorców, kluby prawicowej myśli politycznej (np. Klub Zachowawczo-Monarchistyczny), wydawnictwa (Antyk, Arwil, Wektory) i wszelkie inne pomocne instytucje. Może zarazem zaprosić do współpracy radykałów z innych stronnictw - nawet będących obecnie u żłobu - których razi oportunizm ich szefów, a których zapał idzie na marne w szeregach tchórzliwej Młodzieży Wszechpolskiej lub ugrzecznionych, kawiorowych młodzieżówkach PO i PiS. W efekcie powstanie prawdziwa Prawica, a nie jej demoliberalna karykatura. Po realizacji w całości powyższego planu wystarczy już tylko poczekać na odpowiedni moment, by cały socjaldemokratyczny zbiór patologii zwany III RP roznieść w pył. Mimo pozaparlamentarności miała to szansę uczynić tzw. mgławicowa opozycja w latach 1993-1997 (UPR, ZChN, Partia Konserwatywna, Ruch dla Rzeczypospolitej, Koalicja Konserwatywna, PC, Ruch Trzeciej Rzeczypospolitej) - dlatego układ musiał się z nią rozprawić za pomocą inwigilacji.
Oto co pozostaje naszym celem i co wytycza wśród środowisk identyfikujących się jako prawicowe linię rzeczywistego podziału, który ma charakter nie poziomy (na poszczególne grupy), lecz pionowy: na radykałów i oportunistów. W obecnej sytuacji dzielenie się na prawicę narodową, konserwatywną, niepodległościową, chrześcijańską, monarchistyczną, libertariańską i tak dalej z taktycznego punktu widzenia nie ma sensu - tylko wbija sprawie nóż w plecy.
Radykałowie wszystkich prawic, łączcie się! Nie macie nic do stracenia - a wszystko do wygrania!
Adam Danek - Urodził się w 1985 roku w Krakowie, gdzie mieszka do dziś. Student politologii III roku na UJ. Członek Koła Nauk Politycznych UJ - interesuje się zwłaszcza radykalnym (rewolucyjnym lub kontrrewolucyjnym) konserwatyzmem. Sekretarz Sekcji Młodzieżowej Oddziału Krakowskiego Unii Polityki Realnej i prezes Oddziału Małopolskiego Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Ulubione hasło - zawołanie hrabiego Władimira Puryszkiewicza: Na prawo od nas jest tylko ściana!




Komentarze
Pokaż komentarze