...człowiek bowiem różni się od zwierzęcia tym, że kieruje się Zasadami Moralnymi. A Czerwoni ich programowo nie przestrzegają.
Co więcej: Czerwoni nie tylko sami są bydlakami - ale wszystkich pragną przerobić na bezmyślne bydlęta, kierujące się tylko prymitywnymi potrzebami, jako to żarcie, picie, kopulacja - a w charakterze kultury dzikie ryki i prymitywne filmy, w których nic nie trzyma się kupy (nie musi: bydlę chłonie obrazy, ale nie myśli!).
Ktoś może powiedzieć: ale właściwie po co te "Zasady", czy one nie ograniczają naszej Wolności? Dlaczego mamy coś robić - tylko z tego powodu, że niejaki Hammurabi wyrył coś na obelisku, Rzymianie coś zapisali na wosku, a Mojżesz przytargał na plecach dwie Kamienne Tablice niewiadomego pochodzenia?
Odpowiedź na to pytanie jest niesłychanie ciekawa.
Otóż mamy ich przestrzegać dlatego, że są przestrzegane!
Każdy wyznawca Teorii Ewolucji natychmiast zrozumie, o co chodzi. The proof of a pudding is in eating! Być może tysiącom innych plemion ich "mojżesze" przynosili inne Zasady - ale tamte plemiona żrą pędraki, a MY, Cywilizacja Białego Człowieka, w oparciu o Dekalog, Prawo Rzymskie i jeszcze kilka innych zbiorów Zasad podbiliśmy cały świat - a (co może ważniejsze!) gdy przestaliśmy ich przestrzegać, cofamy się i upadamy!
I to jest DOWÓD, w przynajmniej POWÓD! Przecież jeśli idzie o inteligencję Chińczycy i Japończycy górują (średnio o 3 pkt w skali IQ) nad Białymi. Mieli jednak niewłaściwe Zasady, więc to Europejczycy kolonizowali Chiny, a nie odwrotnie. Co będzie teraz?
Jeszcze raz powtórzę, bo to ważne: nie z tego, że mieliśmy "właściwe zasady" wynika, że podbijaliśmy Chiny - lecz z tego, że podbijaliśmy Chiny, wynika, że nasze zasady były "właściwsze" od ówczesnych chińskich!
Dekalog nie jest tu zresztą kluczowy (cywilizacje na ogół przestrzegają większości zasad Dekalogu, choć o Mojżeszu nie słyszały...). Chodzi o dziesiątki, a może i setki, Zasad, ułatwiających życie. Obiektywnie jest np. kompletnie obojętne, czy przez drzwi pierwsza przechodzi kobieta, czy mężczyzna, starszy, czy młodszy. Jednak grupa, w której przestrzega się JAKICHŚ Zasad w tym względzie przejdzie przez drzwi znacznie sprawniej, niż kupa prymitywów.
ZASADY pomagają nam uniknąć wpadania w pułapkę Dylematu Więźnia. Np. każdemu opłaca się kraść - jednak przyjęcie zasady "Nie kradnij!" powoduje, że przy pracy mamy obie ręce wolne (zamiast trzymania jednej na portfelu...). Jest to ograniczenie Wolności - podobne do Zasad Ruchu Drogowego - ciekawe jednak, jak wyglądałaby Wolność poruszania się na drogach, gdyby nie Zasada Ruchu Prawostronnego (lub, jeszcze lepiej, Lewostronnego!) i kilka - dosłownie kilka - innych?
Podobnie każdemu złodziejowi opłaca się przyznać, wsypać innych i otrzymać niski wyrok - ale wtedy banda by się rozpadła. Dlatego złodziei obowiązuje Zasada: "Idź w zaparte!". Ta Zasada jest niesłychanie ważna (akurat dla tego środowiska - w wyniku selekcji naturalnej bandy nie przestrzegające jej giną...) . Podobnie z Zasadą "Mów prawdę!" - ważnej zwłaszcza, ale nie tylko, w środowisku uczonych.
Podobnie z Zasady żony nie powinny zdradzać mężów (zwracam uwagę, że Dekalog nie zakazuje pożądania cudzego męża!), związki zawodowe powinny być rozpirzane na cztery wiatry, Prawo nie powinno działać wstecz ("lex retro non agit"), każdy powinien być traktowany jako kowal własnego losu ("volenti non fit iniuria"), a z pieniędzy publicznych nie wolno nikogo dofinansowywać...
Ktoś powie: po co takie katońskie zasady? Przecież mamy w szkołach biedne dzieci, których nie stać na naparstek mleka - dlaczego nie sfinansować go z pieniędzy publicznych?
Bo jak raz złamiemy Zasadę, to na tym się nie skończy! Czerwonym tylko o to chodzi - byśmy złamali Zasadę. A dzieci - to ulubiony taran do rozwalania murów.
Jak raz złamiemy Zasadę - to koniec. Przecież jeśli uznamy, że naparstek mleka za darmo jest DOBRY, to za chwilę będziemy musieli uznać, że szklanka mleka jest JESZCZE LEPSZA, a bułka z szynką JESZCZE LEPSZA. Zaś służbowy samochód (no, to już nie dla dzieci, tylko dla tych, co przydzielają mleko) jest JESZCZE LEPSZY, wręcz znakomity!
Przy tej okazji nie da się uniknąć zakłóceń całej gospodarki. Jeśli dofinansujemy krowy, to zostanie zakłócona proporcja krów do koni - trzeba więc będzie dofinansowywać konie; co z kolei spowoduje, że część rolników zaprzęgnie do pługa subwencjonowanego konia - więc trzeba będzie dofinansowywać traktory. Wtedy chłopi zaczną jeździć do kościoła traktorem - co jest obiektywnie nieopłacalne, ale uwzględniając dotację będzie się im opłacać - więc trzeba będzie subwencjonować samochody. Co spowoduje, że trzeba będzie dofinansować koleje... Potem samoloty. A potem wprowadzić ograniczenia - i kary za nadmierna ruchliwość.
Gospodarka to zbiór naczyń połączonych.
Tylko przyjęcie żelaznej Zasady: "Nie kradnij i nie rabuj!" (bo czym innym jest nałożenie podatku na Kowalskiego i danie tych pieniędzy Wiśniewskiemu?!?) uniemożliwia wpadnięcie w tę pułapkę. Być może "sprawiedliwe społecznie" byłoby przepuszczanie najpierw nadjeżdżającego z lewej strony autobusu przed "Jaguarem" z jakimś pojedynczym ohydnym kapitalistą, albo i gangsterem - ale wtedy rozwaliłby się Porządek Na Drogach... Dopóki więc w Ameryce przestrzegano Zasad, to mimo iż USA były republiką, z silnym elementem d***kratycznym, rozwijały się całkiem nieźle.
Socjalizm to, jak wiadomo z dzieł śp. Stanisława Lema - uraz na tle stłumionego kompleksu Edypa. Socjaliści nie wynieśli z domów żadnych zasad - albo je świadomie odrzucili - i teraz ta niedouczona Czerwona Hołota nie tylko poucza nas, jak mamy żyć, ale jeszcze narzuca to NAM.
Socjalistę, jak każde bydlę, można tolerować, głaskać... Możemy ich utrzymywać nawet dużo - ze świadomością, że jak przyjdzie głód, to trzeba będzie ich zarżnąć. Niektóre Małpy, nawet Czerwone, bywają zabawne, stać nas też na utrzymywanie zimą Koników Polnych.
Ale dać socjalistom prawo głosu??!? By - dzięki d***kracji - Koniki Polne, Czerwone Małpy i inne bydlęta rządziły LUDŹMI???!!!?
Animal Farm, Animal Farm...
Janusz Korwin-Mikke
28 czerwca 2007
POST SCRIPTUM:
Porozmawiajmy poważnie! Uzasadniam!
W poprzednim wpisie nie chciałem nikogo obrazić. Myślałem, że socjaliści, socjal-d***kraci i inni tacy się ucieszą!
Zresztą nie tylko socjaliści wytykają mi ten tekst. {~www.antykaczy.blog.onet.pl} napisał: "Aj panie Januszu - NIE wolno NIKOGO nazywać bydlęciem !!!!" A niby dlaczego??? Wszak we wszystkich postępowych podręcznikach biologii dowiadujemy się, że człowiek jest tylko zwierzęciem. Więc o co ta obraza?
Przecież Czerwoni uparcie utrzymują, że człowiek w zasadzie niczym nie różni się od zwierzęcia. Ile to jest antropologicznych książek typu "Wielka Małpa" - i nie chodzi o pochodzenie od pra-małpiszona, tylko o to, że ludzie są w gruncie rzeczy tylko małpami. Czerwoni na Nowej Zelandii żądają nawet, by tamtejszym gorylom przyznać prawo głosowania! Więc o co ta obraza? Ja po prostu proponuję Czerwonym kompromis: "Wy jesteście, bo chcecie być, tylko zwierzętami - a MY się od zwierząt zasadniczo różnimy!".
Co chwila czytam tryumfalne (tak tryumfalne!) odkrycia, że "Człowiek tylko czterema chromosomami różni się od muszki-owocówki". Zapewne tak jest - ale co z tego? Możemy różnić się tylko jedną parą chromosomów - ale różnicę chyba widać? I nic chodzi o liczbę rączek czy nóżek - tylko o sprawę o wiele głębszą: ludzie umieją rozumować abstrakcyjnie. Widać to najlepiej po tym, że człowiek ma Zasady - a zwierzęta i socjaliści zasad nie mają.
Kropka.
Np. niedziela. Zwierzę i socjalista nie odróżniają niedzieli od dnia powszedniego... Ja wcale nie domagam się zakazu otwierania w niedzielę sklepów - ale twierdzę, że dla kulturalnej rodziny niedzielne zakupy w supermarkecie są czymś innym, niż wpadanie do supermarketu w tygodniu. Są właśnie rodzinną imprezą, elementem jakiejś tworzącej się kultury. Dla socjalisty są to zakupy, jak w każdy dzień.
Jeden dzieli świat w ten sposób - inny w inny. Jedni uważają bakterie za zwierzęta - inni za rośliny. Czy można zabraniać człowiekowi dzielić istoty żywe w inny, niż konwencjonalny, sposób? Ja dzielę świat na istoty mające zasady, czyli Ludzi - i istoty nie mające zasad, czyli zwierzęta, do których zaliczam też socjalistów.
Może chodzi o słowa: "bydlę", "zwierzę"? A, jeśli o tylko to chodzi, to mogę zmienić terminologię, ja się o słowa nie kłócę. Chodzi mi tylko o to, że wyraźna granica przebiega między ludźmi z jednej strony - a socjalistami i resztą zwierząt z drugiej. Możemy mówić: "Istoty Moralne" (czyli ludzie) - i "Istoty Amoralne" - czyli i z definicji zwierzęta i socjaliści.
Teraz OK?
Człowiek zresztą w Raju był zwierzęciem. Jednak w pewnym momencie (my, wierzący, mówimy, że "Bóg tchnął weń duszę" - w języku Teorii Ewolucji brzmi to: "Osiągnął odpowiedni poziom rozwoju umysłowego") stał się zdolny do odróżniania Dobrego i Złego, do tworzenia pojęć abstrakcyjnych. I gdy zjadł ten Owoc (tu cytat z Genesis):
"Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski".
Proszę na to zwrócić uwagę: zwierzę nie zna pojęcia "nagości" w sensie etycznym. Nagość stała się wstydliwa (dla naturystów: pozytywna!) ale przestała być obojętna! To właśnie w TYM MOMENCIE Ewa i Adam zostali uczłowieczeni.
Ważne jest też, że Adam nauczył się nie być posłusznym bydlęciem. Przecież Bóg świetnie wiedział, że ludzie z tego Drzewa owoc zjedzą! Chciał jednak wyrzucić ich z Raju do prawdziwego świata dopiero wtedy, gdy będą na tyle dojrzali, by wiedzieć, co dobre, a co złe - i gdy będą umieli się zbuntować - być nieposłusznym nawet Bogu. Adam i Ewa - rozpieszczeni, mający wszystko i robiący potulnie, co im kazano - poza Rajem na pewno by zginęli!
Więc Istota Amoralna zjadłszy owoc Dobrego i Złego stała się Moralna - i została wyrzucona z Raju, by podlegała ewolucji, by twarde przeciwności kształciły ją i hartowały.
I przez dziesiątki tysięcy lat człowiek wytwarzał Kulturę - a właściwie: liczne konkurujące Kultury. Tworzył abstrakcyjne zasady, potem nauczył się je zapisywać. A potem przywódcy (nieraz krwawo) wymuszali na innych, by stali się ludźmi - by kierowali się Zasadami, a nie instynktem, jak zwie.. pardon: Istoty Amoralne.
I teraz Czerwoni chcą byśmy wrócili do stanu bydl... pardon: Istot Amoralnych! Są w tym konsekwentni, bo obiecują, że stworzą nam Raj na ziemi. Wszystko będą zapewniały nam automaty, nie będziemy musieli pracować, uczyć się, rozwijać, ani ginąc w walce o jakieś abstrakcyjne "Zasady". Panować będzie przytłaczający Dobrobyt. Jak w Raju. Przed zjedzeniem Owocu Dobrego i Złego.
Myślę, że wielu lewicowych myślicieli przyzna mi rację: ONI właśnie tego chcą! Nigdy więcej wojen o honor, o sprawiedliwość, o obrażenie księżniczki - a nawet wojen o forsę. Żadnych konfliktów. Raj, Kochani - Raj!
No, dobrze - Czerwoni? Nie przejmujemy się małpami - co najwyżej do nich strzelamy, gdy staja się zbyt natrętne - czemu więc mamy poważnie dyskutować z Czerwonymi? Gorzej, że podobne teoryjki zaczynają głosić kapłani rozmaitych heretyckich Kościołów. O ile pamiętam Bóg powiedział uczciwie, że wyrzuca nas z Raju byśmy hartowali się w trudnościach. Natomiast ostatnio niektórzy - coraz liczniejsi - księża, pastorzy, popi, rabini twierdzą odwrotnie: że naszym celem jest unikanie trudności, życie w błogostanie.
Ci pseudo-kapłani po prostu nie rozumieją Pisma (dla ateistów: nie rozumieją, że gdy zanikną trudności, zaniknie selekcja naturalna i gatunek czeka straszliwy regres). Wśród imamów ta przypadłość jest znacznie rzadsza.
Krótko pisząc: Czerwoni, to ci, którzy umysłowo cofnęli się do czasów sprzed zjedzenia owocu Dobrego i Złego. Być może słusznie uważają, że koniecznie muszą znaleźć się w Raju - bo tu, na Ziemi, że swoimi zasadami "tolerancji" (czyli nie odróżniania Dobrego od Złego) zostaną wkrótce przez jakichś Arabów, Murzynów czy Azjatów wyrżnięci...
Na zakończenie: ja, oczywiście, odróżniam komunistów, stalinistów, leninistów, maoistów, plechanowców, bolszewików, mieńszewików, socjalistów, socjald***kratów, anarcho-syndykalistów, syndykalistów itd.! Podobnie dobry traper odróżniał Komanczów, Siouxów, Irokezów, Czerokezów, Czikasawów, Czoktawów, Kirków, Seminolów, Czarne Stopy, Czeyennów itd. - ale zasada "Good Red is dead Red" zazwyczaj ratowała im życie.
I jest mi wszystko jedno, czy ten Czerwony działa obecnie w PPS, Programie Lewicy, "Samoobronie", SLD, SdPl, PiS, PO, LPR (tych trzech ostatnich partiach jest na szczęście sporo nie-lewicowców!). Good Red is dead Red.
A przewaga Ameryki XIX wieku nad Europą polegała na tym, że swoich Czerwonych trzymali w rezerwatach, a nie w parlamentach!




Komentarze
Pokaż komentarze (22)