Nauka płynie z doświadczenia
"Choćbyś naturę wypędzał widłami, ona zawsze powróci." Horacy
8 obserwujących
26 notek
59k odsłon
375 odsłon

Dlaczego najbardziej boimy się raka?

Istockphoto.com
Istockphoto.com
Wykop Skomentuj
Czy w wyleczenie z choroby nowotworowej wątpimy, bo wiemy, że nauka ciągle szuka skutecznego lekarstwa na każdy etap tej choroby?

A może dlatego, że stosowane współcześnie terapie niosą za sobą wiele zniszczeń, których symbolem stały się wypadające włosy?

A może jednak dlatego, że w odróżnieniu od chorób serca, leczenie nowotworowe trwa znacznie dłużej i wiele od nas wymaga?

W filmowej komedii "Kocha, lubi, szanuje" główny bohater po cichu przeżywa pewien dramat. Znajomi z pracy zamartwiają się jego stanem. Gdy w końcu okazuje się, że powodem depresji jest kryzys małżeński, kolega wybucha gromkim śmiechem. Z ulgą kwituje: "Uff! To mógł być przecież rak!!!"

W życiu, jak w filmie: to właśnie rak uważany jest za największy dopust boży. Czy słusznie?

 

RAK NIE JEST ZABÓJCĄ NR 1

Okazuje się, że w krajach bogatych, wysoko uprzemysłowionych to nie nowotwory, a choroby układu krążenia stanowią główną przyczynę zgonów.

Oto dane Światowej Organizacji Zdrowia z 2011 roku:

przyczyny smierc i wg ONZ 2011-hi

(źródło: internetowa publikacja Światowej Organizacji Zdrowia http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs310/en/index1.html)

Jak widać, w krajach bogatych (do których zaliczono i Polskę) rak pojawił się dopiero jako trzecia przyczyna śmierci (rak dróg oddechowych). Wraz z nowotworami jelita grubego (7. miejsce)  i nowotworem piersi (10. miejsce) zabija 94 na 100 tys. osób.

Choroby serca zajęły 1., 2. i 9.. miejsce i zabijają 208 osób na 100 tys. To ponad 2 razy więcej niż nowotwory.

Co ciekawe, w biednych krajach trzeciego świata rak wypadł poza pierwszą dziesiątkę "chorób-zabójców". Tam zabijają głównie infekcje spowodowane bardzo złymi warunkami higieniczno-sanitarnymi oraz niedożywienie. 

przyczyny smierc i wg ONZ 2011-li

Choroby układu krwionośnego zabijają w biednych krajach "tylko" 103 na 100 tys. osób, czyli o połowę mniej niż w krajach bogatych. Możliwe, że nowotwory - nasza choroba cywilizacyjna - w warunkach głodu nie stanowią widocznego problemu, bo ludzie z powodu niedożywienia i infekcji umierają zbyt wcześnie, aby rak się uzewnętrznił. Wiele jednak wskazuje (w tym badania naukowe), że na rozwój chorób nowotworowych ogromny wpływ ma tryb życia i dieta. Najwyraźniej niezdrowe w krajach wysokouprzemysłowionych, skoro coraz częściej z powodu nowotworów umierają tam 30- i 40-latkowie...

CZEMU ZAWAŁ PRZERAŻA NAS MNIEJ NIŻ RAK?

Mam kilka sugestii w tym względzie.

PO PIERWSZE, TO KWESTIA CZASU

Zawał lub udar przydarzają się nagle, choć choroba, która doprowadziła do załamania zdrowia trwała zapewne długo. Stan, w jakim znajduje się pacjent zawałowy to zawsze stan graniczny między życiem a śmiercią. Chory nie ma możliwości przeanalizowania sytuacji, rozważenia argumentów "za" i "przeciw" proponowanemu leczeniu. W karetce na sygnale czy też już na stole operacyjnym pacjent nie ma wyboru - jest zdany wyłącznie na zabiegi swoich ratowników. Musi je przyjąć z ufnością. Nie może ich zakwestionować. W tej konkretnej chwili swojego życia, nie ma innego wyjścia...

Zupełnie odmienna sytuacja rozgrywa się w czasie diagnozy nowotworowej. Ta zwykle przydarza się, gdy chory, mimo pojawiających się utrudniających mu życie objawów, jeszcze normalnie funkcjonuje na codzień. Prowadzący lekarz z reguły przedstawia opcje leczenia w dłuższej perspektywie czasu, co w podświadomości pacjenta tworzy wizję żmudnego procesu i rodzi pierwsze zwątpienie: czy dam radę? jak długo? Pacjent zwykle dowiaduje się, że ewentualna operacja - to jedynie początek długiej - bo conajmniej pięcioletniej drogi wyzwolenia od choroby. Te 5 lat to jedna wielka niewiadoma. Łatwo wzbudzić w sobie entuzjazm na chwilę. Aby zachować go na dłużej i z ufnością spojrzeć w całkiem odległą przyszłość, trzeba mieć silną psychikę i bardzo mocne oparcie w teraźniejszości. A tego zwykle brakuje współczesnemu, cywilizowanemu człowiekowi z bogatych krajów. 

PO DRUGIE, KRYZYS ZDROWEGO ROZSĄDKU

Boimy się tego, czego nie umiemy przewidzieć. Nad wszystkim chcemy przezornie zapanować i wierzymy, że to możliwe. Popularność usług ubezpieczeniowych - chociażby - potwierdza nasze przekonanie, że każda życiowa okoliczność może i powinna podlegać naszej kontroli. Polisy od NW, OC, AC, polisy na  życie dają wrażenie bezpieczeństwa. A jednak, gdy staje się oko w oko z kryzysową okolicznością - finansowe wsparcie nie ma tak dużego znaczenia, jak osobista roztropność chorego.

Roztropność - to słowo powoli wychodzi z użycia. A jest to szczególnie ważna zdolność naszego intelektu - umiejętność analizowania sytuacji i dobierania właściwych dla siebie środków do osiągnięcia konkretnych celów. W przypadku zawału roztropność nie ma pola do popisu, bo chory nie ma czasu na przemyślenia.

W przypadku nowotwora jest inaczej. Choć zwykle diagnosta wprowadza panikę i sugeruje niezwłoczne podjęcie leczenia, pacjent ma czas na przemyślenia. Niestety rzadko się zdarza, że chory ma odwagę zatrzymać się na chwilę w celu "ogarnięcia" sytuacji, sprawdzenia rozmaitych opcji, zasięgnięcia niezależnych opinii. Najczęściej działa w panice, kierowany od jednego specjalisty do drugiego, z których każdy formułuje kardynalne wnioski odnośnie leczenia... ale żaden nie bierze za nie odpowiedzialności.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości