Nauka płynie z doświadczenia
"Choćbyś naturę wypędzał widłami, ona zawsze powróci." Horacy
8 obserwujących
27 notek
62k odsłony
  387   0

Dlaczego najbardziej boimy się raka?

Istockphoto.com
Istockphoto.com
Czy w wyleczenie z choroby nowotworowej wątpimy, bo wiemy, że nauka ciągle szuka skutecznego lekarstwa na każdy etap tej choroby?

A może dlatego, że stosowane współcześnie terapie niosą za sobą wiele zniszczeń, których symbolem stały się wypadające włosy?

A może jednak dlatego, że w odróżnieniu od chorób serca, leczenie nowotworowe trwa znacznie dłużej i wiele od nas wymaga?

W filmowej komedii "Kocha, lubi, szanuje" główny bohater po cichu przeżywa pewien dramat. Znajomi z pracy zamartwiają się jego stanem. Gdy w końcu okazuje się, że powodem depresji jest kryzys małżeński, kolega wybucha gromkim śmiechem. Z ulgą kwituje: "Uff! To mógł być przecież rak!!!"

W życiu, jak w filmie: to właśnie rak uważany jest za największy dopust boży. Czy słusznie?

 

RAK NIE JEST ZABÓJCĄ NR 1

Okazuje się, że w krajach bogatych, wysoko uprzemysłowionych to nie nowotwory, a choroby układu krążenia stanowią główną przyczynę zgonów.

Oto dane Światowej Organizacji Zdrowia z 2011 roku:

przyczyny smierc i wg ONZ 2011-hi

(źródło: internetowa publikacja Światowej Organizacji Zdrowia http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs310/en/index1.html)

Jak widać, w krajach bogatych (do których zaliczono i Polskę) rak pojawił się dopiero jako trzecia przyczyna śmierci (rak dróg oddechowych). Wraz z nowotworami jelita grubego (7. miejsce)  i nowotworem piersi (10. miejsce) zabija 94 na 100 tys. osób.

Choroby serca zajęły 1., 2. i 9.. miejsce i zabijają 208 osób na 100 tys. To ponad 2 razy więcej niż nowotwory.

Co ciekawe, w biednych krajach trzeciego świata rak wypadł poza pierwszą dziesiątkę "chorób-zabójców". Tam zabijają głównie infekcje spowodowane bardzo złymi warunkami higieniczno-sanitarnymi oraz niedożywienie. 

przyczyny smierc i wg ONZ 2011-li

Choroby układu krwionośnego zabijają w biednych krajach "tylko" 103 na 100 tys. osób, czyli o połowę mniej niż w krajach bogatych. Możliwe, że nowotwory - nasza choroba cywilizacyjna - w warunkach głodu nie stanowią widocznego problemu, bo ludzie z powodu niedożywienia i infekcji umierają zbyt wcześnie, aby rak się uzewnętrznił. Wiele jednak wskazuje (w tym badania naukowe), że na rozwój chorób nowotworowych ogromny wpływ ma tryb życia i dieta. Najwyraźniej niezdrowe w krajach wysokouprzemysłowionych, skoro coraz częściej z powodu nowotworów umierają tam 30- i 40-latkowie...

CZEMU ZAWAŁ PRZERAŻA NAS MNIEJ NIŻ RAK?

Mam kilka sugestii w tym względzie.

PO PIERWSZE, TO KWESTIA CZASU

Zawał lub udar przydarzają się nagle, choć choroba, która doprowadziła do załamania zdrowia trwała zapewne długo. Stan, w jakim znajduje się pacjent zawałowy to zawsze stan graniczny między życiem a śmiercią. Chory nie ma możliwości przeanalizowania sytuacji, rozważenia argumentów "za" i "przeciw" proponowanemu leczeniu. W karetce na sygnale czy też już na stole operacyjnym pacjent nie ma wyboru - jest zdany wyłącznie na zabiegi swoich ratowników. Musi je przyjąć z ufnością. Nie może ich zakwestionować. W tej konkretnej chwili swojego życia, nie ma innego wyjścia...

Zupełnie odmienna sytuacja rozgrywa się w czasie diagnozy nowotworowej. Ta zwykle przydarza się, gdy chory, mimo pojawiających się utrudniających mu życie objawów, jeszcze normalnie funkcjonuje na codzień. Prowadzący lekarz z reguły przedstawia opcje leczenia w dłuższej perspektywie czasu, co w podświadomości pacjenta tworzy wizję żmudnego procesu i rodzi pierwsze zwątpienie: czy dam radę? jak długo? Pacjent zwykle dowiaduje się, że ewentualna operacja - to jedynie początek długiej - bo conajmniej pięcioletniej drogi wyzwolenia od choroby. Te 5 lat to jedna wielka niewiadoma. Łatwo wzbudzić w sobie entuzjazm na chwilę. Aby zachować go na dłużej i z ufnością spojrzeć w całkiem odległą przyszłość, trzeba mieć silną psychikę i bardzo mocne oparcie w teraźniejszości. A tego zwykle brakuje współczesnemu, cywilizowanemu człowiekowi z bogatych krajów. 

PO DRUGIE, KRYZYS ZDROWEGO ROZSĄDKU

Boimy się tego, czego nie umiemy przewidzieć. Nad wszystkim chcemy przezornie zapanować i wierzymy, że to możliwe. Popularność usług ubezpieczeniowych - chociażby - potwierdza nasze przekonanie, że każda życiowa okoliczność może i powinna podlegać naszej kontroli. Polisy od NW, OC, AC, polisy na  życie dają wrażenie bezpieczeństwa. A jednak, gdy staje się oko w oko z kryzysową okolicznością - finansowe wsparcie nie ma tak dużego znaczenia, jak osobista roztropność chorego.

Roztropność - to słowo powoli wychodzi z użycia. A jest to szczególnie ważna zdolność naszego intelektu - umiejętność analizowania sytuacji i dobierania właściwych dla siebie środków do osiągnięcia konkretnych celów. W przypadku zawału roztropność nie ma pola do popisu, bo chory nie ma czasu na przemyślenia.

W przypadku nowotwora jest inaczej. Choć zwykle diagnosta wprowadza panikę i sugeruje niezwłoczne podjęcie leczenia, pacjent ma czas na przemyślenia. Niestety rzadko się zdarza, że chory ma odwagę zatrzymać się na chwilę w celu "ogarnięcia" sytuacji, sprawdzenia rozmaitych opcji, zasięgnięcia niezależnych opinii. Najczęściej działa w panice, kierowany od jednego specjalisty do drugiego, z których każdy formułuje kardynalne wnioski odnośnie leczenia... ale żaden nie bierze za nie odpowiedzialności.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości