Projekt Polacy Projekt Polacy
605
BLOG

O ZALETACH URZĄDZEŃ HYDROTECHNICZNYCH

Projekt Polacy Projekt Polacy Polityka Obserwuj notkę 10

 

W dzisiejszej, środowej, odsłonie Poniedziałków z Cywilizacją zostawiamy Majkela, który zajęty jest ‘organizowaniem’ środków potrzebnych na zakup ekskluzywnego biletu powrotnego na Stretham. Zajmiemy się natomiast nieco innym ujęciem tego samego cywilizacjonistycznego tematu. Trzeba (a zarówno ja, jak inni członkowie Projektu Polacy dostrzegli taką potrzebę) zacząć od wyjaśnienia pojęć podstawowych, bo ku naszemu pewnemu zaskoczeniu nie są one powszechnie znane.

‘Wydaje mi się, że masz konserwatywne poglądy na wiele spraw. Czy jesteś również rasistą, homofobem, antysemitą?’ - słyszałem pod adresem różnych osób o deklarowanych konserwatywnych poglądach przy rozmaitych okazjach. Ja – gdybym spotkał się z tak postawionym pytaniem – odpowiedziałbym: ‘Przede wszystkim jestem chrześcijaninem, a potem cywilizacjonistą, więc nie mam już potrzeby dalszej autoidentyfikacji, gdyż taka autoidentyfikacja jest zbędna. Będąc cywilizacjonistą, nie mogę być rasistą, bo wiem, że to nie rasa stwarza cywilizację, ale cywilizacja rasy. A w związku z tym nie mogę być też antysemitą, bo antysemityzm jest pochodną rasizmu (oświeceniowej biegunki rozumu); mogę jakkolwiek zauważyć, że naród żydowski ma swoją metodę życia zbiorowego – wytworzył więc swoją cywilizację, inną niż ta, do której ja przynależę. Dziecko Polaka i Polki, z genotypem tułającym się w okolicach Wieliczki od czasów Króla Popiela albo od jeszcze wcześniej, może stać się członkiem cywilizacji żydowskiej (bądź turańskiej, bizantyjskiej), jeśli pod wpływem tych cywilizacji się wychowa i ukształtuje.

 

Zacznijmy raz jeszcze od samych cywilizacji. Cywilizacja to metoda życia zbiorowego obejmująca tak zwany ‘pięciomian bytu’: dobro, prawdę, zdrowie, dobrobyt, piękno. Zdefiniowanie tych pojęć oraz wytworzenie ‘metody’ życia wspólnotowego w oparciu o odpowiedzi na pytania, co znaczą poszczególne składowe pięciomianu, jest cywilizacją.

Są zrzeszenia ludzkie, które nie wytworzyły cywilizacji, bo były całkowicie zajęte biologicznym przetrwaniem – nie mogły sobie pozwolić na zajmowanie się odpowiedziami na takie pytania, bo podejrzewały słusznie, że spuszczenie czujnego oka z dżungli, stepu, pustyni skończy się źle albo jeszcze gorzej.

Do powstania cywilizacji potrzebne są pewne szczególne warunki (przebłysk geniuszu, wola, charakter, czasami łut szczęścia). Arnold Toynbee dosyć wyczerpująco opisał, jakie te warunki muszą być w swoim „Studium Historii”. Polecam, a tu – uproszczę – i napiszę, że ani zbyt trudne, ani zbyt łatwe. Łatwe o tyle, by można było się oddać rozmyślaniom w przerwach walki o byt, a wymagające o tyle, że rodzące potrzebę zorganizowanego działania. A do tego wszystkiego u podstaw każdej cywilizacji musi stać umysł obejmujący zakresem rozważań wszystkie składniki pięciomianu.

Takie wielkie myśli historii mają (jak zawsze dotąd) charakter religijny. Używam tutaj słowa ‘religijny’ w bardzo szerokim znaczeniu, w ramach którego takie acywilizacyjne ruchy, jak komunizm lub niemiecki narodowy socjalizm, są również ‘religijne’ i aspirują do zwycięstwa nad cywilizacją (cywilizacjami), z których się wyrodziły.

Wielka, historyczna myśl religijna nie jest jednak powodowana (jak komunizm lub rasistowska myśl niemiecka) szaleństwem całkowitej przebudowy świata (zniszczenia starego i zbudowania nowego), ale sposobem zrozumienia świata. Jednym ze sposobów zrozumienia świata jest chrześcijaństwo. Pozwolę sobie teraz na rzecz szaloną i uproszczę historię chrześcijaństwa, starając się uwypuklić jego kontekst historyczny: otóż dwa tysiące lat temu z hakiem w zapadłej prowincji Imperium urodził się syn cieśli. Trzydzieści lat później ogłosił swoje odpowiedzi na temat Boga, świata i całej reszty, a swoim uczniom przykazał, by nauczali tych prawd innych. Uczniów było początkowo dwunastu, z czego jeden zdradził, drugi (przygotowywany do roli kierownika projektu) obcinał uszy, wypierał się jakichkolwiek związków i uciekał z pola bitwy, a trzeci wątpił. Kilku się mocno nie wyróżniało – i tak zostało mniej więcej do dziś.

Sama postać Mistrza była - z perspektywy cywilizacji wówczas istniejących w okolicach, w których Mistrz nauczał - powiedzmy sobie, niezbyt rokująca, jeśli spojrzymy na rzecz projektowo. A jednak. ‘Zwyciężyłeś, blady Nazarejczyku, świat zszarzał od Twojego oddechu’ i od tej pory już nic nie było tak samo.

Ta szalona/bluźniercza/głupia (zależy dla kogo) myśl, zawierająca aż tak niewyobrażalne postulaty jak zniesienia niewolnictwa czy wyjście poza partykularyzmy plemienne, ogłoszona przez syna cieśli z najbardziej zapadłego zakątka zapadłej prowincji Imperium, doprowadziła do sytuacji, w której po zdjęciu symbolu krzyża z flagi Anglii, w której mieszkam, zostaje biała flaga, więc nic się nie da z tym zrobić – głupio byłoby tak powiewać białą flagą.

Od samego początku swojego istnienia chrześcijaństwo (niezwykle żywe intelektualnie, niejako w obliczu konieczności podejmowania właśnie intelektualnych wyzwań) dzieliło się na nurt główny (instytucjonalny) i ruchy. Co było nurtem głównym, zmieniającym oblicze świata, a co błędem wiodącym na manowce - weryfikował świat. Poprzednicy dzisiejszych zwolenników postępu zazwyczaj występowali gwałtownie przeciw osadzeniu instytucji w świecie, ogłaszali się wyłącznymi spadkobiercami i wyruszali na pustynię, gdzie wymierali z powodu popełnionego błędu i braków aprowizacji. Inni zalecali całkowitą wstrzemięźliwość płciową dla wszystkich członków wspólnoty, dzięki czemu jej żywotność ograniczała się do jednego pokolenia. Ruchy bliższe czasom współczesnym również miały zwyczaj separowania się od blichtru tego świata, obiecując gwałtowne pogłębienie się religijności rytu ekskluzywnego, w efekcie po kilkuset latach mapa dechrystianizacji (laicyzacji, choć to zupełnie nietrafiony termin) pokrywa się mniej więcej z zasięgiem ich uprzedniego wpływu.

Chrześcijaństwo jako potężna siła duchowa nie wytworzyło jednej cywilizacji, ale dwie: bizantyjską i łacińską, obydwie ‘w prawie’, by czuć się spadkobiercami. Cała nasza historia (o pre-historii nie da się nic pewnego powiedzieć, albo bardzo mało, bo była właśnie pre-) toczyła się w ramach tej drugiej, a więc łacińskiej. Podobnie jak inne narody Europy po katastrofie Rzymu, nauczyliśmy się czytać i pisać, na ile opornie by to nie szło; przyswoiliśmy sobie instytucje prawa rzymskiego i zasady rzymskiej administracji (w pocie czoła i trochę to trwało, zanim wyrównał się intelektualny poziom), a do tego dodaliśmy sobie Platona z Arystotelestem (i całą masą komentarzy do tych dwóch) i nazwaliśmy filozofią; z czego wywodzi się nauka oraz greckie rozumienie sztuki, piękna, etc...

W trakcie biegu historii ‘pomysł na Boga, świat i całą resztę’ syna cieśli z zapadłego miejsca w zapadłej prowincji Imperium opanował świat i dlatego dzisiejszy Japończyk i Aborygen, Czech i Żyd, Palestyńczyk i Hindus idą do lekarza np. 13 kwietnia 2013 roku, jeśli tak im wyznaczono wizytę, a ta, jak widzimy, wypada 2013 lat od daty narodzin przywołanego syna cieśli z Nazaretu.

Jesteśmy (bywamy) tak zanurzeni w oczywistości cywilizacyjnej, że nawet jej nie zauważamy. W związku z tym mamy skłonność do lekceważenia potrzeby pielęgnowania fundamentów. Gdzieś przeczytałem, że w Niderlandach nasilają się przypadki umyślnych prób naruszania konstrukcji tam i jest to znakomita ilustracja problemu, z którym nam przychodzi się zmierzyć. Współczesne zidiocenie i zalew nieodpowiedzialności spowodowały, że część opuszczonego przez elity społeczeństwa wypadła niejako poza cywilizacyjny nawias i nie widzi związku pomiędzy stanem urządzeń hydrotechnicznych i poziomem wód, a więc w tym przypadku istnieniem kraju. Jeśli takie postawy będą się nasilać, to Królestwo Niderlandów znajdzie się tam, gdzie było przed nastaniem cywilizacji łacińskiej, a więc pod wodą.

Aby rozumieć konieczność konserwacji tam, trzeba rozumieć o wiele więcej, na przykład umieć sobie odpowiedzieć na pytanie: jakiego rodzaju dobro z powodu istnienia tam płynie oraz dlaczego w pewien szczególny sposób tamy są piękne, a ich budowniczowie mądrzy.

Ale do tego związku wrócimy w kolejnej odsłonie rozważań...

 

Tomasz 'Rolex' Pernak

doskonalenie - samodzielność - życzliwość

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka