Współczesny człowiek żyje w świecie, w którym władza coraz rzadziej przychodzi w mundurze, wydaje rozkazy i wymusza posłuszeństwo siłą. Znacznie częściej działa poprzez środowisko decyzyjne. Kształtuje język, kulturę, edukację, gospodarkę, obieg informacji, technologie oraz definicje tego, co uchodzi za normalne, racjonalne i pożądane.
Najbardziej zaawansowana forma władzy nie polega bowiem na tym, że ktoś mówi człowiekowi, co ma robić. Polega na takim ukształtowaniu rzeczywistości, aby człowiek sam podejmował decyzje zgodne z parametrami systemu. To jeden z najważniejszych wątków rozmowy prof. Gracjana Cimka, dostępnej na podcaście Outsiderka Lewicy, poświęconej „końcowi cywilizacji zer”. Materiał ten warto traktować jako punkt wyjścia do fundamentalnego pytania: czym jest współczesna władza i jak człowiek może odzyskać podmiotowość w świecie sterowanym przez złożone systemy?
Cui bono jako metoda analizy systemowej
Polityczna wyobraźnia XX wieku przyzwyczaiła nas do obrazu władzy jako piramidy: na szczycie znajduje się decydent, poniżej egzekwujące wolę instytucje, a na dole bezwolne społeczeństwo. Ten model w XXI wieku ostatecznie przestaje działać.
Współczesny system jest rozproszoną siecią łączącą państwa, korporacje, rynki finansowe, media, platformy technologiczne, algorytmy i ośrodki eksperckie. Nie musi posiadać jednego „mózgu”. Poszczególni aktorzy realizują swoje wąskie interesy, a wypadkowa ich działań tworzy stabilny rezultat hegemoniczny.
W tym miejscu kluczowa staje się tradycyjna zasada: Cui bono? — komu to służy?
Nie jest to jednak pytanie o znalezienie jednego winnego czy tajnej grupy decydentów. Jest to metoda analizy interesów, przepływów korzyści i sprzężeń zwrotnych. Jeżeli określone rozwiązanie systematycznie zwiększa władzę, kapitał, kontrolę informacyjną lub zależność jednej grupy od drugiej, należy zapytać, kto na tym korzysta — niezależnie od tego, czy rezultat był zaplanowany od góry, czy wyłonił się spontanicznie z działania całego układu.
Pytanie: „Kto za tym stoi?” staje się prymitywne. Cui bono nie oznacza: „kto to zaplanował?”. Oznacza: „kto uzyskuje dzięki temu większą zdolność sterowania i jak skonstruowane jest środowisko, w którym podejmujemy decyzje?”
Gramsci, cybernetyka i powstanie Metasystemu
Koncepcja hegemonii kulturowej Antonio Gramsciego tłumaczy, dlaczego nowoczesna władza nie potrzebuje stałego przymusu. Wystarczy, że stworzy ramę pojęciową, w której jedne postawy dają prestiż, a inne są eliminowane jako zacofane lub niewyobrażalne. Wtedy człowiek zaczyna cenzurować się sam.
Samosterowanie zgodne z parametrami systemuMarian Mazur i Józef Kossecki pozwalają spojrzeć na ten proces chłodnym okiem cybernetyki: media, kultura, edukacja i technologia to po prostu kanały informacyjne i układy regulacyjne. System dostarcza bodźców, obserwuje reakcję poprzez sprzężenie zwrotne i płynnie modyfikuje parametry.To prowadzi bezpośrednio do pojęcia Metasystemu.
Problem współczesnej władzy polega na tym, że poszczególne obszary coraz silniej przenikają się wzajemnie. Polityka oddziałuje na gospodarkę, gospodarka na technologię, technologia na kulturę, kultura na psychikę, a psychika na zachowania polityczne i konsumpcyjne. Powstaje metasystem jako sieć wzajemnych zależności, która posiada własną dynamikę i zdolność do samoregulacji. Dlatego nie wystarczy przejąć jednej instytucji. Jeżeli zmienimy operatora państwa, ale pozostawimy bez zmian infrastrukturę informacyjną, technologiczną, finansową i kulturową, zmiana może okazać się jedynie korektą drobnych parametrów. Prawdziwa podmiotowość zaczyna się dopiero wtedy, gdy wspólnota posiada zdolność oddziaływania na cały Metasystem.
Cyfrowa reprezentacja człowieka i wojna o uwagę
Cyfrowa reprezentacja człowieka zamienia coraz większą część jego aktywności w dane: profil, historię zachowań, preferencje, scoring i predykcje. Człowiek zaczyna występować w systemie nie tylko jako podmiot, lecz również jako obiekt obliczeń. W tak zaprojektowanym świecie kluczowym zasobem przestają być same pieniądze — staje się nim uwaga człowieka. Przebiegająca na naszych oczach polaryzacja społeczna (wojny kulturowe, identity politics) rzadko bywa efektem wyłącznego spisku elit. Częściej jest to cybernetyczne przejęcie autentycznych konfliktów. Gdy społeczeństwo spala energię na spory tożsamościowe, uwaga zostaje odciągnięta od struktury głębokiej: własności kapitału, architektury technologii, energii i zasobów. Jak zauważa Immanuel Wallerstein w teorii systemu-świata: można posiadać własną flagę, sejm i konstytucję, nie posiadając jednocześnie suwerenności systemowej.
[ Zmiana Ekipy Rządzącej ]
│
▼
(Zmiana Operatora Systemu)
│
▼
[ Brak Kontroli nad Energią / Danymi / Kapitałem ]
│
▼
(Suwerenność Symboliczna)
Polska Szkoła Systemowa i Projekt Prometeo
Polska znajduje się w punkcie, w którym polityka nie może sprowadzać się do wygranych wyborów. Czerpiąc z polskiej tradycji myśli państwowej i systemowej — od realizmu Romana Dmowskiego, przez cybernetykę Mariana Mazura i Józefa Kosseckiego, po wspólnotową syntezę Bolesława Piaseckiego — musimy zadać pytanie o zdolność do kreowania własnego ośrodka sterowania.
Odpowiedzią na te wyzwania jest Projekt Prometeo. Jego celem jest przejście od krytyki systemu do cybernetyki autonomii.
Autonomia nie jest stanem jednorazowym — buduje się ją warstwami:
• Autonomia psychiczna: panowanie nad własnymi emocjami i impulsami.
• Autonomia informacyjna: odporność na manipulację i filtrowanie bodźców.
• Autonomia intelektualna: tworzenie własnych, nieagendowych modeli rzeczywistości.
• Autonomia ekonomiczna: dywersyfikacja i ograniczanie zależności materialnej.
• Autonomia technologiczna: rozumienie narzędzi i cyfrowej infrastruktury.
• Autonomia społeczna: zdolność do budowania trwałych, zaufanych wspólnot.
• Autonomia polityczna: organizacja i zdolność wywierania realnego wpływu.
• Autonomia cywilizacyjna: projektowanie własnego, długofalowego modelu rozwoju.
Od autonomii do zdolności projektowania
Autonomia nie jest jednak celem ostatecznym — jest warunkiem sprawczości.
Samo uniezależnienie się od zewnętrznych nacisków nie wystarczy. Człowiek, który jest psychicznie, informacyjnie, ekonomicznie i technologicznie autonomiczny, dopiero uzyskuje możliwość świadomego projektowania przyszłości. Można być autonomicznym i jednocześnie pozbawionym celu.
Dlatego Projekt Prometeo nie kończy się na pytaniu: „Jak uwolnić człowieka od sterowania?” Stawia pytanie trudniejsze: „Co człowiek zrobi z odzyskaną zdolnością sterowania samym sobą?”
W tym miejscu autonomia przechodzi w projektowanie cywilizacyjne. Nie wystarczy przestać być elementem cudzego systemu. Trzeba nauczyć się budować własne systemy — gospodarcze, społeczne, edukacyjne, technologiczne i kulturowe.
Prometeusz XXI wieku
Zmierzch „cywilizacji zer” nie nastąpi wtedy, gdy zniszczymy algorytmy. Nastąpi wtedy, gdy przestaniemy być ich bezrefleksyjnym przedłużeniem.
Nie chodzi o ucieczkę od technologii, lecz o odzyskanie nad nią podmiotowości. Nie chodzi o odrzucenie systemów, lecz o zdolność ich rozumienia, współtworzenia i — gdy jest to konieczne — budowania alternatywnych. Nie chodzi również o znalezienie jednego ukrytego centrum władzy. Chodzi o zrozumienie mechanizmów, które powodują, że metasystem może działać skutecznie nawet bez jednego centrum.
Prometeusz XXI wieku nie ucieka z cywilizacji. On przynosi jej nowy ogień.
Tym ogniem jest wiedza.
Jego siłą jest charakter.
Jego kierunkiem — sprawczość.
A ich wypadkową jest podmiotowość, która stanowi jedyny warunek prawdziwej suwerenności. Nie wystarczy przestać być sterowanym — trzeba nauczyć się świadomie sterować własnym życiem, własną wspólnotą i własną przyszłością.
#Cywilizacja #Przyszłość #Autonomia


Komentarze
Pokaż komentarze