Mimo, że oba zawody wykonywane przeze mnie wymagają publicznych występów, odkąd pamiętam - zawsze miałam poważne problemy ze stawaniem przed jakąkolwiek publiką.
Może właśnie dlatego los tak pokierował , bym wybrała takie - a nie inne, zgodnie z koncepcją, że pojawiamy się na tej ziemi po to, aby coś przerobić i czegoś się nauczyć .
No to się uczę.
Szlag mnie tylko czasem trafia, no bo ileż się można uczyć?
Jestem typem ekstrawertycznego introwertyka lub introwertycznego ekstrawertyka, czyli misz masz i head & sholders.
Przy całej mej otwartości skupiona jestem na swym wnętrzu.
Czasem za bardzo.
Pewnie dlatego tak dużo kosztują mnie występy publiczne.
Może już mniej niż kiedyś, a nawet zdecydowanie mniej, ale jest to wciąż jakiś problem.
Obawa bycia w centrum zainteresowania przy jednoczesnej jej chęci - pachnie lekkim schizo.
Kiedy wszystkie oczy skierowane są na nas, włącza się panika.
Przejmowanie się tym, co o nas pomyślą inni, bierze się stąd, że za bardzo wchodzimy w siebie - nie widzimy publiczności, tylko wyobrażamy sobie, co o nas myślą poszczególne osoby.
I tutaj przydaje się trening skupiania uwagi na zewnątrz, który niejako wyrwie nas z więzienia naszego ega.
Prostym ćwiczeniem - do zapamiętania , które można wykonywać na codzień, jest kilkukrotne szybkie przenoszenie uwagi na zewnątrz - " o, ta babka ma nadwagę", " o, ten gość ma rozpięty rozporek", " nie ma już tego sklepu osiedlowego, jest 16 - sta Biedronka lub Żabka".
Psychologia mówi - wejdź do swojego wnętrza.
Ale mówi też - wyjdź z niego, bo czasem jest ono więzieniem.
Drugie imię psychologii to schizofrenia.
I think


Komentarze
Pokaż komentarze (46)