Siedzimy wczoraj w pięknych okolicznościach przyrody kawiarnianego ogródka w obrębie renesansowej kamienicy Starego Miasta, w gronie ludzi, którzy mnie od jakiegoś czasu znają.
Nie na tyle jednak, by znać moje sytuacje okołorodzinne.
Mówię, że mam dorosłe dzieci.
Konsternacja.
- Ile mają lat ?- pada pytanie
- Tyle i tyle - mówię, choć nie ma się czym chwalić
Konsternacja nr dwa połączona ze śmiechem
- Chyba żartujesz Promiss..., przecież musiałabyś rodzić je w przedszkolu!
- Nic na to nie poradzę, właściwie to rodziłam je po bożemu, czyli kilka latek po dwudziestce
Konsternacja nr 3, połączona z lekkim podziwem.
Miłe.
Miłe, tym bardziej, że gdzieś w powietrzu smuga cienia
Miłe, bo już odsetek oglądających się na ulicy drastycznie spada.
Miłe, tym bardziej, że Ci oglądający się jakoś dziwnie wiekowo poszli do przodu. W sensie - do tyłu ;-)
Miłe, bo za chwilę przyjdzie moment nauki akceptacji nie tylko psychicznych defektów.
Alternatywą dla nie - akceptacji jest pogłębiająca się frustracja, wraz ze zmarszczkami.
Kiedyś gdzieś ktoś powiedział : - Kobieta z gładką twarzą jest nijaka.
Chyba miał rację.
Chyba Nawet Na pewno ją miał ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (70)