Od zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy pokonują sami siebie.
Którzy uparcie do czegoś dążą.
Przedzierają się przez szereg przeszkód, by osiągnąć cel.
Nie liczą się wyrzeczenia, lęk, trud, wysiłek - czasem nadludzki.
Są jak konie przy dyszlu - tylko w przód.
Nie ma znaczenia do czego dążą, liczy się pasja i zaangażowanie.
Ta energia pasji wyziera z każdej komórki ich ciała.
Pachną nią, unoszą się w niej.
Urzekają.
Są pełni.
Dlatego przyciągają.
Wiem co znaczy trud pokonywania siebie.
Niektórzy tu - też wiedzą, bo niejako w ich obecności zmagałam i wciąż zmagam się z demonami ograniczeń.
Każdemu jego Everest
I może mój nie jest z serii ośmiotysięczników, ale jestem z siebie dumna.
Naprawdę i na serio.
I nie czekam, aż mi ktoś to uświadomi.


Komentarze
Pokaż komentarze (67)