Cyklicznie, czyli w sumie nawet często - mój synio...(synio jest już king - kongiem, ale zawsze syniem zostanie, jak i pozostali syniowie) - włącza mi "Cast away ".
Cudne movie, cudne krajobrazy, kolory, okoliczności przyrody.
Piękna walka o przetrwanie, upadek , zmartwychwstanie nadziei.
Niezwykłe dialogi z Wilsonem, mierzenie się z samotnością i naturą.
Jednak za każdym razem rozkłada mnie na łopatki monolog prawie już wieńczący film.
W tle milczący, akceptujący, żywy człowiek.
Przyjaciel.
Na pierwszym planie Chuck .., jak na wyspie, jak ze swoim alter ego na wyspie.
Mówi o życiu, miłości, stracie.
O trudnych wyborach mówi.
Wie, że przed nim najtrudniejsza decyzja.
Tak naprawdę już ją podjął.
Przyznaję mu medal w uznaniu bohaterstwa nie za to, co na wyspie.
Odznaczam Cię Chucku za odwagę rezygnacji z tego, co najważniejsze
Choć z drugiej strony....
Choć ze strony drugiej...


Komentarze
Pokaż komentarze (65)