W ramach moich wakacyjnych wędrówek dałam się zaciągnąć do zoo.
W sumie nie wiem po co.
Szło się i szło
i już było zoo.
Właściwie jedynym uczuciem w tym obiekcie, pogłębiającym się wraz z wiekiem, jest wszechogarniająca mnie bezradność i empatia.
Wyobrażam sobie, że jestem dzikim zwierzęciem ( właściwie jestem)
że odebrali mi wolność
że leżę w dołku w potwornej depresji
Wokół mnie jakieś mniej lub bardziej tandetne sytuacje
kręcą się debilni ludzie z aparatami, zacieszają się mym widokiem
dzieci z watą i fujarkami
Nie no, fajna rzecz, ale ja mam to w dupie
Ja pragnę wyjść zza krat, zza szyb, ulecieć w step
I nabrać powietrza
żeby furkotało we włosach czy tam w sierści, gdy będę biegła.
I proszę mi nie wciskać, że moje pokolenie nie zna już wolności, bo się w zoo wychowało
We krwi to mam...
W genach
I postulat na sam koniec
I have a dream...
że zamkną w klatkach ludzi na czas jakiś
bez możliwości wyjścia
karmienie na czas
I wystawienie na widok publiczny
Będziesz jadł na pokaz i na pokaz s......
Będziesz wisiał na gałęzi i się kochał
Pod warunkiem, że jeszcze ci się będzie chciało
że co?
że już to mamy?
Prawie mamy
Ale bez świadomości mania
Niech się zacieszają, że tylko bracia mniejsi w zoo.
Wolni oni
Wolni my...
I had a dream...ech


Komentarze
Pokaż komentarze (24)