Mówią, że człowiekowi do życia potrzebne są trzy rodzaje relacji - relacja z Bogiem, z innym człowiekiem i samym sobą.
Mądrze mówią, ale nie mówią nazbyt wyraźnie, że dwie pierwsze relacje zawsze będą głęboko zaburzone, jeśli ta ostatnia kuleje.
Należałoby kolejność zmodyfikować, to pewne.
Bo co z tego, jeśli, a i owszem - relacje są, ale: chore, kompulsywne, z pozycji wyższości lub niższości, błagalno - żebracze i nałogowe.
Lub atakująco - zbrojeniowe, agresywno - ironiczne, kpiarsko - czepliwe i setki innych odmian.
Lub zerowe.
Nie z wyboru, z braku umiejętności.
Co komu z takich relacji, o doopę można je sobie potłuc.
Kompulsja nigdy nie przyniosła nikomu szczęścia, ani obsesja - co na jedno wychodzi.
I co?
No i co?
A no nic.
Nic innego tylko powrót.
Wycofanie się z rozmaitych rzeczy, sytuacji i znajomości.
Rezygnacja z pogoni za własnym ogonem.
Ileż kurna można za nim biec?
Wyciszenie tego mentalno - emocjonalnego burdelu w swojej głowie.
I zobaczenie, że fajnie jest ze sobą być.
Bo kurna - fajnie...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)