Dwie godziny na dywaniku u szefa.
Na który to dywanik sama się zresztą wysłałam.
Progres widzę u siebie przepotężny - całe życie lęk przed autorytetem i zawsze rozmowa z pozycji malutkiego rudzika ;-)
Tak mnie tatuś przysposobił.
Dziś, a może już jakiś czas temu się odczarowałam.
Jakie to miłe, że szef jest normalnym człowiekiem i można z nim gadać jak równy z równym, a nawet z letka opierniczyć.
Jakie to miłe, że umie się na bieżąco reagować, nie dusząc w sobie urazów i emocji.
Jakie to miłe czuć się normalnie, reagować asertywnie, umieć zamykać sprawy, a nie międlić bez końca w głowie i robić z siebie nieszczęsną ofiarę.
To istotna zmiana w świadomości i przeżywaniu swojej persony i życia w ogóle.
Człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera.
Jednak najważniejszy jest progres.
Bo wcale nie chodzi o efekt.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)