Pisałam niejednokrotnie już o tym, ale zainspirowana wczorajszą, długą rozmową telefoniczną, wciąż myslę...
Bo własciwie dlaczego szukamy ideału?
W partnerach, przyjaciołach, znajomych?
Ich nie ma
Jesli nie dojdziemy do takiej konstatacji, prędzej czy później pojawi się syndrom "zerowej mili"
Zostaniemy sami, zupełnie sami, a wokół żywej duszy
Bo własciwie dlaczego wciąż ideału szukamy?
Bo sami nim nie jestesmy, a bardzo bysmy chcieli?
Nie godzimy się na relacje, które nas niszczą, przynajmniej takie jest założenie
ale popatrzeć łaskawszym okiem na smiesznostki, wady, schizy przyjaciela?
Każdy potrzebuje choć na chwilę zedrzeć maskę z twarzy, uformowaną na potrzeby gawiedzi
Pokazać się nagi - choćby jednemu, jedynemu człowiekowi na tym bożym swiecie
bo to taka ulga - akceptacja kogos rozumiejącego, kochającego
By czuć się sobą, a nie kims innym...
nie błaznem o wciąż genialnym samopoczuciu
Nie wszechwiedzącym gurem
nie ucielesnieniem cnót wszelakich
sobą
Ulga...
Zbudowany jestem z ran
I z tego, co mnie boli
I pragnę utulony zostać z całym tym bagażem
Nie dziwi nic...


Komentarze
Pokaż komentarze (12)