Ludzie, których przyciągnęlismy lub którzy jakims dziwnym trafem znaleźli się w orbicie naszych zainteresowań są jak barometry kondycji naszej.
To jest naprawdę cudowne urządzenie Pana Boga i tylko kwestia czy zechcemy skorzystać i przyjrzeć się uczciwie.
Bo jesli na przykład wokól nas są same ofiary i ludzie generalnie słabi, to oni nie są tu po to, abysmy roztaczali nad nimi swoją chęć pomocy i ich uzdrawiania (choć to przecież takie kuszące jest)
Oni są po to, abysmy dostrzegli, że dokładnie tacy jestesmy.
Jesli wokól nas są ludzie niestabilni, uzależniający się, głodni i niepoukładani, to nie są po to, abysmy z nimi walczyli i cos udowadniali lub sczepiali się z nimi w toksyczny horror.
Są po to, aby ukazać nam podobne deficyty w nas.
Jesli bliscy nas opuszczają, zdradzają, nie są lojalni, bawią się nami i odgrywają na nas, to nie dlatego, że sami są lewi ( choć oczywiscie są :-)
Dzięki nim wiesz nad czym masz popracować u siebie.
Bo jest duże prawdopodobieństwo, że sam siebie opuszczasz, zdradzasz i odgrywasz się na sobie.
Nie dbasz o siebie wcale, żebrzesz, podczepiasz się pod innych, bo pojęcia nie masz co zrobić z własnym życiem.
Człowiek o wysokim poczuciu wartosci nie będzie rezonował z posiadaczem zerowego jego lub niskiego, omijał z daleka będzie, nie te wibracje.
Zrób przegląd tych, co wokół ciebie
Jest ktos, czy nie ma wcale?
A jesli jest, kim jest i po co?
Czego masz się nauczyć o sobie będąc z nim?
Obudź się
lub nie budź się wcale
Ja idę z psem...:-)


Komentarze
Pokaż komentarze (51)