Ktos wczoraj zapytał mnie dlaczego się uzależniamy
Uzależniamy się, bo wierzymy, że w końcu znaleźlismy substancję, rzecz, osobę, która nas ocali,
która wybawi nas z niezdolnosci do troszczenia się o siebie, z osamotnienia, poczucia pustki i braku miłosci własnej, a także z niezdolnosci do czucia się bezpiecznym bez czegos lub kogos, kto by nas ochraniał
W związku z tym uganiamy się jak pies za swym ogonem lub czepiamy się jak rzep czyjegos, bo ubzduranie, że to działa, jest niezwykle silne
Owszem działa, lecz na krótką metę
Na długą metę fundujemy sobie bezmiar rozpaczy, ocean bólu, niekończącą się karuzelę, od której mdli,
O dziwo, możemy się tak kręcić do smierci - swojej lub czyjejs - bezapelacyjnie, chyba, że dostaniemy przez łeb tak mocno, że zaczynamy kombinować, że cos jest nie halo
Żaden człowiek, ni butelka, ni sława, ni kasa Cię nie dowartosciuje, jesli sobie sam skryptu ważnosci nie nadasz
Nic z zewnątrz Cię nie ocali, jedynie na chwilę znieczuli
Więc możesz żebrać o uczucia, chlać, ulegać kompulsjom, podczepiać się, uwodzić, roztaczać czar opieki, a i tak gówno z tego wyjdzie
Po prostu null
Zawsze, za każdym razem, na bank, i na 200 procent obudzisz się z tą samą ręką w tym samym nocniku
Ale skoro go lubisz?
I tak naprawdę powinnismy się modlić o dostanie lagą przez łeb bardzo mocno, bo tylko to nas może przemienić
Choć nie musi...


Komentarze
Pokaż komentarze (50)