Nigdy nie wchodzę do wanny całej napełnionej wodą
Prawa stopa na dnie postawiona, kurek dopiero wówczas odwiedziony
Powoli patrzę na stopniowe wznoszenie się tafli wody z pianowymi wzgórzami
Ciało niknie nieubłaganie
bez pospiechu
leniwie
krok za krokiem
delikatnie
niespiesznie
W zamian za jego atrofię, uczucie ciepła w interiorze
Już prawie nic, prócz palców u jednej stopy w dziwny kolor wymalowanych
Ile bym straciła wkroczywszy w otchłań od razu?
A bańki piany rozpryskują przy uchu spełnienie...


Komentarze
Pokaż komentarze (40)