Wczoraj w którejś telewizji pokazali wymianę zdań między posłanką Beatą Kempą a posłem Sebastianem Karpiniukiem. Po tym ostatnim nie spodziewałem się wiele dobrego, ale pani poseł mnie zaskoczyła porównaniem przesłuchania pana Wassermanna do przesłuchań z czasów stalinowskich. Trochę oglądałem to śledztwo, ale nie dało to się porównać nawet przesłuchań na SB, które miałem wątpliwą okazję doświadczyć na własnej skórze. Przecież tutaj rozmawiali ze sobą równorzędni partnerzy lub wrogowie. Wtedy - mordercy z ofiarami, i najczęściej to nie rozmawiali ale torturowali. Ciekawe, jak czuła się córka generała Nila i potomni tysięcy innych katowanych patriotów z lat 50-ych, słuchając obrażliwych porównań - powiem dosadnie - głupiej baby.
Porównanie do stalinizmu kompromituje panią Kempę, i oznacza, że albo nie zna najnowszej historii Polski, albo zszarpane nerwy nie wytrzymują babsztylowi. Ubolewam tylko, że PiS nie ma innych posłów gotowych lepiej reprezentować tę partię w komisji hazardowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)