Słynne, pierwsze prawybory w Polsce zakończyły się. Czytam różne komentarze na temat ich frekwencji. Wypowiedzi liderów PO jak i PiS nie dotykają głównej przyczyny absencji.
Ja w swoim powiecie znam prawie wszystkich członków PO, niektórzy są nawet moimi przyjaciółmi albo tylko dobrymi znajomymi. Oczywiście mam tam też wielu wrogów. Mogę powiedzieć, że jestem znawcą tematu. I stwierdzam, co następuje:
1. martwych dusz tutaj nie ma. Wszyscy zapisali się chętnie i dobrowolnie, co w partii władzy jest nawet zrozumiałe.
2. przeszkodą absencji nie jest brak czasu, brak dostępu do Internetu, niesprawność Poczty Polskiej.
3. większość członków PO w terenie była nawet przekonana o autentyczności walki obu kandydatów, zauważali też różnice w ich poglądach i mieli swojego faworyta.
Dlaczego więc tak wieku nie oddało swojego głosu? Moim zdaniem – zwyczajnie ze strachu. Wszyscy członkowie PO w tereni szykują się do wyborów samorządowych, bo one są przede wszystkim ważne dla nich. Tymczasem wielu z nich (okazuje się, że jest to ponad połowa) nie wyczuwała faworyta i wolała nie podpaść układaczom list wyborczych. Dotychczasowe wybory pokazały bowiem, że nonkonformiści są marginalizowani. A tym bardziej przeciwnicy aktualnego lidera. Głosowali tylko ci bardziej zaangażowani i z mocniejszą pozycją w terenie. Oni, nawet jeśli się "pomylili", są cenni dla każdego lidera. Zresztą większość z nich szybko da się przekonać do nowego pryncypała. Oportunizm w czystej postaci. Jednym słowem wraca znany i wypróbowany pezetpeerowski centralizm demokratyczny. Niestety nie jest to tylko cecha występująca w PO, w Pis-ie jest on w postaci bardziej wyraźnej. Przykre, ale chyba prawdziwe.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)