Z artykułu pani D. Kani w GP wynika, że pani Anna Komorowska legitymuje się pierwszorzędnymi korzeniami, jako córka Hany Rojer, która po stracie rodziców w czasie okupacji została przygarnięta przez dobrych ludzi, którzy wyrobili jej dokumenty na nazwisko Józefy Deptuły. Już pod tym nazwiskiem wywieziona następnie do Niemiec, wraca po wojnie do Białegostoku, gdzie wstępuje do pracy w Urzędzie Bezpieczeństwa. W UB poznaje przyszłego męża; 22 sierpnia 1952 roku por. Jan Dziadzia dostał pozwolenie na zawarcie małżeństwa z sierżant Józefą Deptułą, tzn. Haną Rojer córką Wolfa. Małżeństwo zostało służbowo przeniesione ze Szczecina do Warszawy, gdzie 11 maja 1953 roku rodzi się córka Anna, po zmianie przez całą rodzinę nazwiska – już Dembowska.
Gdy PO robiła prawybory prezydenckie wyborcy znali dobrze żonę pana Sikorskiego. Mówiło się, że jej pochodzenie może zaszkodzić w wyborach jej mężowi. Natomiast o pani Annie Komorowskiej najczęściej myślano jako o Matce Polce. A okazuje się, że jest inaczej. Mnie jej pochodzenie wcale nie przeszkadza, bo jestem filosemitą, który podziwia naród żydowski, ale praca jej matki w UB to mi zdecydowanie nie odpowiada. Jestem człowiekiem staroświeckim i uważam, że rodzice mają wpływ na wychowanie swoich dzieci.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)