".... Jednak - jak powiada Pismo Święte - „z obfitości serca usta mówią” - toteż nawet przy okazji owych patetycznych deklaracji oliwa na wierzch wypływa. Oto 19 czerwca program na najbliższe wybory zaprezentował prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Polska ma być demokratyczna, solidarna, a nawet bezpieczna. No i pięknie - ale „Polska, żeby realizować ten program, musi być Polską demokratyczną, praworządną, a W JAKIEJŚ MIERZE (podk. SM), bo i ta sprawa stanęła w ostatnich latach pod pewnym znakiem zapytania, Polską suwerenną” - dodał prezes Kaczyński. No proszę: suwerenną „w jakiejś mierze”! A w jakiej konkretnie? Ano w takiej, jaka wynika choćby z traktatu akcesyjnego i traktatu lizbońskiego. One to bowiem zostały ratyfikowane „w ostatnich latach”, kiedy to sprawa suwerenności stanęła - jak to delikatnie ujął prezes Kaczyński - „pod pewnym znakiem zapytania”. To akurat nieprawda, bo pod żadnym - ani „pewnym”, ani nawet niepewnym „znakiem zapytania” sprawa suwerenności nie „stanęła”.
Obydwa traktaty, a zwłaszcza - traktat lizboński, suwerenności Polskę pozbawiły, a w każdym razie - pozbawiają w tempie stachanowskim. Oto niedawno rosyjski minister Ławrow, niemiecki minister Westerwelle i szef naszej - pożal się Boże - dyplomacji, minister Sikorski spotkali się gwoli ustanowienia małego ruchu granicznego między Polską i obwodem królewieckim. I minister Ławrow sobie tego życzył i minister Sikorski, a nawet minister Westerwelle, chociaż Niemcy z obwodem królewieckim nie graniczą - ale na wszelki wypadek zgodził się na to nawet i on. I co? Ano nic. Ministrowie złożyli wniosek w tej sprawie do jakiegoś ludowego komisarza w Brukseli, bo decyzja należy do niego.
I dopiero w takim kontekście można spojrzeć na te wszystkie przedwyborcze odgrażania. Wszystkie one zostaną oczywiście spełnione, jakże by inaczej - ale tylko „w jakiejś mierze”, to znaczy w takiej, na jaką pozwoli Bruksela...."
Oto ocenzurowany przeze mnie fragment felietonu S. Michalkiewicza z Naszej Polski, ściągnięty z bloga michalkiewicz.pl
Ostatni fragment ocenia artykuł J. Grossa w GW i chyba do S24 nie nadaje się.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)